Opowiadania odważnych dla odważnych

Im dłużej się żyje, tym ranek jakby wcześniej przychodzi z każdym rokiem.
- John Steinbeck

Autor: Eliveva
Data dodania: 2010-01-30 13:33:52
Rozmiar czcionki zmniejsz zwieksz
Oceny 5 ocen: 2
Odslon: 331
Dodatkowe: Wyślij ten adres znajomemu
Widok do druku drukarka

TERRNORA

OpisŚwiat się zmienił. W dobie elektroniki prawie całkowicie wyginęła przyroda, a na jej miejsce wyrosły betonowe, wyjałowione miasta. Na Świecie pozostał tylko jeden, jedyny jej zakątek. Ternora.
Tresc
Prolog



      Na niebie spokojnie mknęły ciemne, kłębiaste obłoki - na razie pojedyncze, ale im dalej patrzyło się na zachód tym ciemniejsze i gęstsze one były. Zanosiło się na porządny deszcz...

    Las szumiał nieco ponuro, a wraz z wiatrem ciepły zapach jodu i świeżej żywicy rozprzestrzeniał się po górzystej okolicy.
Nieopodal dużego, granitowego głazu skradał się cichutko rudy lis z nosem nisko przy ziemi - polował najwyraźniej na małą, nieświadomą zagrożenia nornicę ukrytą między dwoma kamieniami.
Tak naprawdę ani jedno - ani drugie zwierzątko nie wiedziało, jakie wielkie szczęście je spotkało przez to gdzie się urodziły.

Geniusz ludzkiego umysłu nie zawsze idzie w parze z przyrodą.... Chciwi ludzie chcieli ją ulepszyć, przekształcić pod własną wygodę, kalecząc ją tak w prawie każdym skrawku umęczonej ziemi.  Człowiek chciał być bogiem, mogącym decydować o wszystkim dookoła siebie. Po części mu się to udało, jednak wiele pozostało nadal do życzenia. Wciąż więc było mu mało...
W końcu jednak wszystko powraca ze zdwojoną siłą i kiedy zdali sobie sprawę z tego do czego prowadzi takie działanie- było już za późno. Na ziemi pozostał już tylko jeden obszar w którym przyroda znalazła swe ostatnie schronienie.
   
    Harmonia, jaka panowała w Terrnorze była już rzadkością w dzisiejszym świecie - pełnym brzęczącej, dudniącej, tykającej, piszczącej, warkoczącej… - Hałasującej nowoczesnej elektroniki.

      Ludzie byli śmiertelnie zmęczeni betonowymi i wyjałowionymi miastami oraz mocno rozwiniętą technologią, a jedynym ratunkiem dla nich była właśnie Terrnora...
Rozległe nadal dziewicze tereny pozwalały na ponowne wytworzenie ludzkiej więzi z naturą. Tu jednak panowały inne prawa niż w świecie zmechanizowanym, rzadkością więc było aby ktoś osiedlił się w niej na stałe.
        Rzadko ktoś tu w ogóle wytrzymywał dłużej niż kilka miesięcy - czasem tygodni. Zakaz dostępu do Internetu, telewizji, radia, telefonu i całej elektroniki był po prostu nie do zniesienia dla nich. Niemożliwość zabrania ze sobą robotów sprzątających, gotujących czy tak zwanych robpetów- domowych zwierząt- robotów było uciemiężeniem nie do przeskoczenia.
Lepsza była już utrata własnej kończyny niż brak kontaktu ze światem zewnętrznym - co było ironią bo kończynę można było zamienić na sztuczną (zmechanizowaną), dającą o wiele lepsze rezultaty niż swoja własna- marna.

Terrnora, jako ostatnie królestwo wymierającej na globie przyrody skwapliwie, więc było strzeżone przed całym tym technologicznym wymysłem ludzi. Nie tylko... przez ludzi...


Rozdział 1



      Czarny samochód mknął po krętej szosie wijącej się kilometrami przez niebyt wysokie, zielone góry, odgradzające Trrenorę od zmechanizowanego świata. W środku auta siedziało starsze małżeństwo wraz z dwójką swych dorosłych już dzieci.
Starszy syn - Michael rozmawiał właśnie przez telefon usilnie starając się pozałatwiać sprawy, które wcześniej całkiem wyleciały mu z głowy i przez to kłócił się głośno ze swoim pracodawcą o zaległy projekt.
Ich młodsza córka - Zoe siedziała obok niego nieco sztywno, wpatrzona w coraz to piękniejsze widoki roztaczające się przed nimi.
Nie była zachwycona całą tą przeprowadzką, choć wiedziała, że jadą tam tylko na jakiś czas a sam domek wynajęli tylko od krewnych, którzy dość niedawno go nabyli w okazyjnej cenie. Mogła się nie zgodzić na ten wyjazd, ale mama tak prosiła, więc uległa jej namową - z resztą, co miała do stracenia?
      Niedawno zerwała z chłopakiem, który ją zdradził z jej przyjaciółką a praca dorywcza w centrum komputerowym dawno jej się skończyła  Czego miała, więc żałować? Westchnęła głęboko i oparła głowę o szybę.

    - Mała, nadal jesteś tym wszystkim zdołowana? – Zagadnął Michael, odkładając telefon na siedzenie. Przyglądał jej się z troską w oczach. Nie miała ochoty odpowiadać w ogóle na to pytanie, ale co zrobić, kiedy starszy brat tak bardzo się o ciebie martwi?

      - Trochę, ale wszystko jest już ok. Serio. Nie musisz się mną tak przejmować... - Odburknęła. Posłał jej powątpiewającą minę, więc uśmiechnęła się do niego by dał jej już spokój i na powrót wyjrzała przez okno. Dalej ją na szczęście nie męczył.

        Właśnie dojeżdżali do lasu, przed którym została wbita w ziemię tabliczka z napisem "Terrnora" i gładka droga się skończyła. Zamiast tego pojawiły się kamienie, dziury i wyboje - przez co zaczęło nieźle trząść samochodem. Zoe po raz pierwszy w swym dwudziestojednoletnim życiu zobaczyła prawdziwy las! Nie żadem mały skwer z odrobiną ozdobnej roślinności, jakie zwykle były gdzieś upchnięte w miastach. Ale prawdziwy, wiekowy las o drzewach z grubymi pniami i bujnymi koronami sięgającymi nieba!

Otwarła ostrożnie okno w aucie a zapach, jaki wdarł się do środka był przyjemny i całkowicie jej obcy - pozbawiony smrodu miasta który towarzyszył jej od dziecka.

- Ach, Zoe mam nadzieję, że ci się tu spodoba. – Powiedziała nagle mama zerkając na nią przez ramię nieco niepewnie.

- Co miałoby jej się tu nie spodobać, Susan?! - Wtrącił się ojciec nie dając Zoe na to nic odpowiedzieć - Przecież to tu spotkaliśmy największe szczęście w naszym życiu. Siebie. – Po czym spojrzał miękko na Susan. – Kto wie może i ona pozna tu kogoś ciekawego.

- Nie wiedziałam, że to właśnie w Terrnorze się poznaliście… - Zainteresowała się Zoe, na co Susan się nieco zarumieniła. – Nigdy nam o tym nie mówiliście...

- Och, bo nie pytaliście, a poza tym to było tyle lat temu, a w tych czasach tak łatwo o wszystkim zapomnieć. – Odparła, choć Zoe miała wrażenie, że to nie była do końca prawda.

- Na pewno ci się tu spodoba. – Stwierdził pewny swego ojciec, na co Michael zakasłał znacząco.

- A mnie to nikt nie chce przekonać, że będzie tu super, ekstra że poznam kogoś dla siebie?

- Sam chciałeś tu przyjechać stary baranie i zakosztować trochę barbarzyńskiego życia - jak to nazwałeś, więc siedź cicho. – Zażartował Ben po czym ponownie skupił się na jeździe.

- Ał... zabolało - Zaśmiał się Michael klepiąc przy tym ojca po ramieniu.


Zoe wychyliła się przez okno a jej cynamonowe włosy rozwiewał wiatr. Na pełnych ustach powoli, niczym słońce wyłaniające się znad horyzontu o poranku pojawiał się uśmiech. Coraz szerszy uśmiech...

Zanim dojechali przed skromną, ale ładnie zbudowaną z grubych bali chatkę, dziewczyna zdążyła się chyba ze sto razy zachwycić i zapomnieć, przed czym ucieka. Nie widziała po drodze żadnych innych ludzkich chat, ale słyszała, że wszystkie specjalnie są od siebie tak oddalone by wypoczywający za bardzo sobie nie przeszkadzali.

Na drzwiach chatki została przybita tablica informacyjna z ogólnym regulaminem zachowania się w Terrnorze. Lista była długa. Z tego, co wyczytała zabraniali śmiecenia, chodzenia innymi drogami niż wyznaczone szlaki, niszczenia bądź wyrąbywania lasu, używania jakiejkolwiek elektroniki oraz maszyn no i masę innych rzeczy. Ben wraz z Susan już wyciągali pakunki z bagażnika samochodu i wnosili je do chatki. Michael również coś grzebał przy aucie.

-Cholera jasna! Nie odbiera tu żadna stacja radiowa! – Zawołał zdziwiony a Zoe nieco od niechcenia podeszła do niego. Radio, co najmniej dziwnie się zachowywało, tak jakby samo chciało się nastawić, ale nie potrafiło. Cyferki skali zmieniały się w oszałamiającym tempie totalnie świrując a do tego z głośników ryczały okropne piski i szumy.

-To zaburzenia magnetyczne. – Stwierdziła. – Nie czytałeś ulotki? Specjalnie to zrobili, by nie działała jakakolwiek elektronika i komunikacja. Człowiek ma tu odpocząć od naszego trybu życia. O to w tym chodzi.. To jest swoisty powrót do średniowiecza… znaczy do sił natury. – Poprawiła się szybko.

Michael westchnął zrezygnowany, wyszedł z auta i zatrząsnął za sobą z hukiem drzwi. Wiedział o zakazach, ale myślał że można je
W jakiś sposób obejść- choć od czasu do czasu...
Z głębi chatki dobiegły ich nawoływania rodziców. Razem więc ruszyli do ich wspólnego domu, w którym mieli mieszkać przez najbliższe tygodnie.


W środku było naprawdę przytulnie. Grube belki i tu były wyciągnięte i pięknie wyeksponowane a w kamiennym kominku trzaskał spokojnie ogień. Przed nim na podłodze leżało prawdziwe białe futro. Na ścianach do belek poprzybijane zostały różne obrazy i jelenie poroże ba w kącie stała jasna, narożnikowa sofa z niewielkim mahoniowym stolikiem do kawy.

-Uroczo- Uznała Zoe, nie potrafiła się powstrzymać i po kolei - jak dziecko - musiała wszystko dotknąć dłońmi. Jej uwagę szczególnie przykuła mała figurka przedstawiająca jakieś dawno zapomniane bóstwo. Wyglądała trochę dziwnie - jak mały skurczony w sobie ziemniak z oczami z niebieskich, mieniących się klejnotów o szerokich ustach wygiętych w nieco drwiącym uśmiechu. Wyglądało to na naprawdę starą rzecz i jak na tak mały przedmiot było niezwykle ciężkie.

-Co to za brzydactwo? – Skomentował Michael, przyglądając się figurce znad jej głowy. Zoe wzruszyła ramionami, nadal obracając przedmiot w dłoniach. Szukała jakiejś inskrypcji, czy czegoś co mogłoby powiedzieć jej coś więcej o swoim znalezisku. Był niestety niepodpisany, więc odłożyła go w końcu powrotem na półkę.

- Zoe zobacz! To będzie twój pokój! – Zawołała ją mama otwierając przy tym jakieś drzwi na końcu niewielkiego korytarza. – Chyba ci się spodoba!

Zoe weszła ostrożnie do pokoju i uznała, że jeszcze nigdy nie widziała tak osobliwego wystroju. Wszystko było tu drewniane i odwzorowywało las. Nawet na środku rosło niewielkie, karłowate drzewko a jego pień ginął pod zbitą z desek podłogą.

Tylko z jednej strony ściana była zbudowana z bali, w której tkwiło okno na zewnątrz. Reszta była wykonana z cegły i została wymalowana niczym piękny, ogromny obraz, na którym umieszczono cały otaczający ich las. Każda z trzech ścian przedstawiała inna porę roku. Brakowało tu tylko zimy, ale wtedy drzewa nie wyglądają tak majestatycznie jak latem więc Zoe jakoś nie ubolewała nad tym. Nie żeby widziała las zimą, ale miała o nim nikłe wyobrażenie, bo oglądała w Internecie stare zdjęcia.

Pod ścianą imitującą las podczas jesieni stało ogromne drewniane łóżko z materacem. Pościel była pomarańczowo zielona, dobrana tak by pasowała do całości. W innym kącie stały trzy grubo ciosane pieńki, połączone ze sobą w taki sposób iż tworzyły oryginalną komodę na ubrania z wysuwanymi szufladami. Na podłodze jak i w salonie leżało kudłate, owcze futerko. Cały pokój prezentował się nadzwyczajnie i Zoe rzeczywiście od razu przypadł do gustu.

- Cudowny prawda? Pomyślałam, że będzie odpowiedni właśnie dla ciebie. Ciocia mi mówiła, że poprzedni właściciele wybudowali ten dom ponad czterysta lat temu a ten pokój od początku tak wyglądał, nawet to drzewko rośnie tu do teraz. Jedynie, co w nim robili to odnawiali zużyte sprzęty i poprawiali ten piękny obraz ścienny. – Susan była, co najmniej zachwycona. – A tak w ogóle. – Dodała po chwili marszcząc przy tym brwi w zadumie. - Dziwne, że te drzewo nadal rośnie…, ale może z tym to akurat była bajeczka.

-Cudowny... - Odparła Zoe zachwycona.

Sara posłała jej promienny uśmiech po czym szybko wróciła do swoich zajęć. Miała tyle do sprzątania że kręciło jej się od tego w głowie ale miło było przypomnieć sobie młodzieńcze lata. Ben gdzieś znikł, prawdopodobnie postanowił rozejrzeć się po okolicy a Michael mamrotał niezadowolony pod nosem coś, co brzmiało jak „zabita dechami dziura”.

Zoe z zapałem obejrzała resztę pokoi, ale już nie tak osobliwych jak jej własny. W końcu wróciła do salonu i usiadła na wygodnej narożnikowej sofie. Westchnęła z wyraźna ulgą. Ogarnęło ją wrażenie jakby znalazła się właśnie tam gdzie powinna, było to dziwne uczucie na pewno jednak nie nieprzyjemne. Po krótkiej chwili samotności z dworu wrócił jej ojciec i uwalił się obok niej na kanapie.

-Trochę będę tęsknił za telewizją. - Rzucił od niechcenia i przeciągnął się mocno aż mu kości chrupnęły w stawach. – Ale takie od alienowanie się od tego wszystkiego dobrze nam zrobi.

- Chyba tak. – Poparła go i wstała z kanapy z zamiarem przejrzenia książek stojących na niewielkiej biblioteczce przybitej do beli.

-To stare bardzo książki jeszcze za wczasów poprzednich właścicieli. Przeglądałem już je.

Zoe spojrzała na swego tatę i wzięła pierwszą lepszą książkę, która jej wpadła w ręce.

- A co to? – Zdziwiła się, bo kiedy ją otwarła ujrzała jakieś dziwne malunki i formuły wyglądające jak zaklęcia czy coś w tym stylu. Języka, w którym została napisana księga niestety nie znała, zamknęła więc ją by sprawdzić tytuł. Niestety tak jak figurka, którą wcześniej znalazła była niepodpisana a jej czarna skórzana okładka była, co najmniej mocno zniszczona. Widziała tylko na niej lekki zarys czegoś, co niegdyś musiało być kołem z czymś go przecinającym na pół, ale teraz było już to praktycznie niewidoczne, bo księga była w tak fatalnym stanie.

- Co tam masz? – Spytał zainteresowany.

- Mówiłeś, że już przeglądałeś te książki – Zmarszczyła brwi uśmiechając się przy tym do niego.

- Ale tej nie widziałem!

- Wygląda na to, że to jakaś księga zaklęć.

-Księga zaklęć? – Zdziwił się Ben z nieco drwiącym uśmieszkiem. – Daj spokój… - ale wstał i kiedy wziął księgę do ręki, mina mu trochę zrzedła. – Interesujące.

- Teraz to by się przydał Internet… - Stwierdziła i wyciągnęła ojcu z ręki księgę. – W każdym bądź razie ja ją znalazłam, więc zamierzam ją przejrzeć dokładniej.

Ben nie protestował, więc Zoe poszła do swojego pokoju i zamknęła za sobą drzwi by nikt jej nie przeszkadzał. Księga była naprawdę interesująca, ale ani trochę jej pisma nie rozumiała. Przyglądała się tylko obrazkom, które przedstawiały jakieś rytuały na zwierzętach i inne brzydactwa - jak odcięte nogi kur czy skrzydła nietoperza. 
   
Kiedy tak przekładała skórzane stronice księgi, ponownie nawiedził ją ten błysk świadomości, że ta nie trafiła w jej ręce przez przypadek. Ale to było tylko lekkie przeczucie, które zignorowała uważając to za niedorzeczne.

Po jakieś godzinie odłożyła księgę na pnio-komode – jak nazwała ten oryginalnie wykonany mebel- i usiadła na łóżku. Znowu dopadły ją niechciane wspomnienia i żal z powodu zranionej miłości, a już tak dobrze jej szło... Prawie przez kilka godzin nie myślała o Nathanie i jego wyrazie twarzy, kiedy zorientował się że został przyłapany na gorącym łóżkowym uczynku.

Przekręciła się na bok i otuliła szczelnie kołdrą starając się odgonić z umysłu te natarczywe obrazy. Na zewnątrz zaczęło już zmierzchać a ciemne chmury jeszcze bardziej przyciemniały tylko krajobraz nie pozwalając dotrzeć ostatnim promieniom słońca na ziemię.

Chyba zapadła w sen, bo coś majaczyło jej się o domku w lesie i księdze, z której same wydzierały się strony i przeistaczając się w okropne piszczące przedmioty, od których robiło jej się niedobrze. Ale kiedy się obudziła w ogóle nie pamiętała, o co chodziło w śnie. W pierwszej chwili nie potrafiła tez zorientować się gdzie się właśnie znalazła, ale wtedy weszła do pokoju Mama i pamięć jej wróciła. No tak Ternora – pomyślała znużona, głośno przy tym ziewając.

- Przyniosłam ci śniadanie, wczoraj tak szybko poszłaś spać nie jedząc nawet kolacji. Pewnie jesteś głodna?

- Byłam zmęczona podrożą mamo.– Odparła i wzięła od Susan tacę z jajkami na miękko, dwoma tostami i sokiem pomarańczowym.

- Jedz, jedz skarbie, a i tylko lepiej się pośpiesz- Rzuciła na wychodne, – Bo jak Michael wparuje do łazienki to zostanie ci tylko zimna woda. Dzięki bogu, że choć te kolektory słoneczne można użyć tu w Terrnorze. – Dodała i po tych słowach po prostu wyszła z pokoju zostawiając Zoe samą.

Kiedy skończyła śniadanie i wzięła prysznic, poczuła przypływ nowych sił w sobie. Dzień zapowiadał się naprawdę przyjemny i ciepły. Ubrała, więc krótkie szorty i czarną luźną koszulkę, którą ściągnęła w pasie brązowym paskiem. Na stopy nałożyła buty o wyższych cholewkach zakupionych specjalnie na tę okazję i wyszła przed domek.

- Gdzie się wybierasz? – Spytał Michael, wychylając się przez okno w łazience. Musiał właśnie wyjść spod prysznica, bo jego ciemne włosy były mokre i potargane. Zoe wzruszyła ramionami i spojrzała na mapę trzymaną w ręku.

- Rozejrzę się trochę po okolicy.

- Sama? – Zdziwił się.

- No tak. Potrzebuje chwili samotności.

- Rozumiem, Nathan, Isabel i te sprawy…. – Powiedział i znacząco puścił jej oczko. – Tylko nie łaź za dużo, bo to nie miasto i GPS też tu nie działa…

- Mam mapę, obiecuję, że będę trzymać się szlaku! – Rzuciła przez ramie i poszła przed siebie. Słońce mocno świeciło jej w kark, kiedy ruszyła leśną ścieżką, którą dokładnie nie sprawdziła, dokąd ta prowadzi, ale jakoś nie bała się, że może gdzieś się zgubić.

To nie tak że chciała pobyć sama z tego powodu jaki myślał Michael... nie... po prostu była ciekawa okolicy chciała chłonąć całe otoczenie wszystkimi zmysłami a samotność była do tego najlepszym sposobem.

Las szumiał uspokajająco a liście rzucały na ziemie chyboczący i wciąż zmieniający kształt cień. Dookoła napływały odgłosy natury, tak różne od warkotu silników latających Flymodów i zwykłych samochodów. Tu panował spokojny świergot ptaków, który po raz pierwszy w życiu słyszała tak intensywnie, oraz trzask gałęzi ocierających się o siebie. To było cudowne! Jakby patrzyła na świat oczami dziecka, chłonąc każda zaobserwowaną nowość.

Wędrowała tak chyba z godzinę, szurając przy tym butami o piach i kopiąc, co chwilę inny kamień. Zastanawiała się przy tym jak ludzie mogli dopuścić do tego, że prawie cała tak piękna przyroda wyginęła. Zielone płuca lasów deszczowych zastąpiono filtrami i innymi wynalazkami, bo na przełomie wieków całkiem je wykarczowano by zrobić miejsca nowym miastom i budynkom. Mimo tego, że przez całe lata ekolodzy nawoływali, jakie mogą być konsekwencje takiego traktowania natury, nikt nie słuchał. Czasem tylko udawali, że coś z tym starają się zrobić.

Teraz dopiero zdawała sobie sprawę jak bardzo ludzie własną głupotą sami się dotkliwie okaleczyli. Było już niestety za późno, miała tylko szczera nadzieję, że Terrnora przetrwa jeszcze całe wieki zanim i ona w końcu wyginie. Co tylko wtedy się z nami stanie?
Szła coraz bardziej oderwana od rzeczywistości, nie patrząc nawet, że zbacza ze szlaku i kieruje się w dół ku niewielkiemu urwisku. Zatrzymała się dopiero, kiedy dotarło do niej, co ma przed sobą. Spanikowana rozejrzała się dookoła nie pamiętając nawet, którą dokładnie stroną przyszła.

Zaklęła pod nosem i ciężko usiadła na kamieniu, ale długo nie potrafiła na nim wysiedzieć, bo coś wpijało jej się coraz mocniej w pośladki. Wstała i dopiero wtedy przyjrzała się dokładnie temu, na czym siedziała.

Ze zdziwienia ułożyła usta w ogromne „O”, a oczy mimowolnie jej się rozszerzyły do nienaturalnie wielkich.

To, co jej się tak wrzynało w tyłek było niczym innym jak wielkim niebieskim kamieniem błyszczącym teraz w promieniach słońca. Klejnot tkwił w skale.

- To wygląda jak ten posążek, który znalazłam w domu! – Wyszeptała do siebie zszokowana.
Jednak ten dziwny ziemniak – jak figlarnie nazwała figurę, leżał na boku i tylko jedno oko wystawało spod warstw ziemi wraz z jednym kącikiem szerokich ust.

-Witam. – Zoe podskoczyła przerażona i obróciła się gwałtownie w tył, skąd dochodził ten arogancki, męski głos. – Jesteś nowa prawda? Z domu Walkerów?

Chłopak uśmiechał się do niej przyjaźnie, oparty swobodnie o pień sosny jakieś pięć metrów od niej, ale nie mogła się powstrzymać od wrażenia, że cała jego swoboda była tylko pozorem. Jego ciemno zielone oczy tliły się jakimś mrocznym ogniem  a nieco przydługie włosy mieniły się delikatnie granatem w słońcu. Zoe uznała, że albo musiał je farbować na taki kolor albo natura naprawdę dała mu oryginalny odcień czarnego. Miał mleczną skórę, delikatnie muśniętą tylko słońcem która ładnie kontrastowała z czarnymi włosami. Chłopak był nadzwyczaj wysoki i chudy - musiał mierzyć, co najmniej dwa metry wzrostu. Przywodził jej na myśl ogromnego pająka siedzącego na swej sieci, czekającego tylko na jakąś naiwną ofiarę która wpadnie w nią.

- Cześć. Zgadłeś. – Odparła bacznie mu się przyglądając. Budził w niej dziwne uczucie, że powinna mieć się na baczności. – A ty gdzie mieszkasz?

Chłopak wyszczerzył do niej zęby w uśmiechu i pokręcił głową z dezaprobatą.

-Nie powinnaś się tu szwendać, wiesz o tym, prawda? – Odparł nie udzielając odpowiedzi na jej pytanie. Zoe pokiwała tylko głową coraz bardziej przestraszona. W tym chłopaku było, co najmniej coś dziwnego…

Oczy mu rozbłysły jakimś dzikim blaskiem.

-No to zmykaj stąd muszko. Zanim jakiś kot cię zje.
Zoe ostatkiem sił woli wyprostowała się dumnie i spojrzała mu zaczepnie w twarz.

-Ciebie również nie powinno tu być! – Zawołała buntowniczo z ledwością powstrzymując się od chęci tupnięcia przy tym jak dziecko. Na to chłopak roześmiał się głośno nie odrywając od niej wygłodniałego wzroku.

-Masz rację dziewczyno, masz racje! – I znowu zachichotał – No, więc tak. Twoja chata jest w tamtym kierunku- wskazał dłonią jej drogę – odprowadziłbym cię, ale… jakoś nie mam na to ochoty.

Bezczelny! W Zoe zawrzała wściekłość. Odwróciła się na piecie i poszła we wskazanym przez niego kierunku.

- I tak bym nie chciała, byś mnie odprowadził! – Zawołała wściekła na siebie i na niego, a kiedy się obróciła by spojrzeć po raz ostatni na tego aroganta stwierdziła, że wokół „pana ziemniaka” nikogo nie ma.

Zobacz tez

Skomentuj prace

Dodaj komentarz
Pseudonim
Tresc
User Gość
Data 2010-09-02 21:51:18
Zapisywanie
Shoutbox
[ 2010-01-30 20:20:34 ] KRISS221i: ogłądałem po angielsku wcale nie taki fajny jak mówią
[ 2010-01-31 09:24:28 ] Maciek: Ale co?
[ 2010-01-31 12:02:59 ] KRISS221i: avatar z góry zaczełem czytać
[ 2010-01-31 12:14:42 ] Maciek: Ahaaa. Ja nie oglądałem. Jeszcze.
[ 2010-01-31 12:26:32 ] KRISS221i: i nie polecam
[ 2010-01-31 15:49:03 ] Merrik: A bł ktoś może na Parnassusie?
[ 2010-01-31 16:19:30 ] Misiael: Dziś o 23:30 chcę Was widzieć przed telewizorami - na TVP 2 będzie retransmisja najlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia.
[ 2010-02-01 21:31:31 ] Maciek: Kurczę, że też musiałem to przeczytać dopiero dzisiaj.
[ 2010-02-02 18:12:29 ] Sherrax: To była ściema w programie nigdzie nie pisało "jlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia."
[ 2010-02-04 21:07:02 ] El Daniel: Parnassus zajebisty. chyba ze ktos nie lubi odkreconych filmow w dodatku z nuta rozkminy smile
[ 2010-02-04 21:07:23 ] El Daniel: telewizja kłamie. albo program telewizji xd
[ 2010-02-17 20:26:07 ] Dracula: ha, no to semestr do przodu big_smile
[ 2010-02-25 19:22:33 ] Maciek: Ano
[ 2010-02-25 23:12:54 ] El Daniel: co tam! jp na 100%?
[ 2010-02-27 22:56:41 ] Maciek: Oooo nieeeee.
[ 2010-04-07 22:12:07 ] Maciek: Skąd to pytanie w ogóle?
[ 2010-05-24 23:09:44 ] Maciek: ...
[ 2010-06-06 13:14:14 ] babol xD: stęskniłam się za Wami big_smile tylko neta ni mam..
[ 2010-06-06 13:15:51 ] babol xD: pozdrowionka dla wszystkich smile
[ 2010-06-07 00:05:31 ] Maciek: Dzięki, wzajemnie!
[ 2010-06-24 13:10:35 ] Sherrax: siema
[ 2010-06-24 13:11:06 ] Sherrax: Byl ktos na       Sonisphere Festival ?  big_smile
[ 2010-06-25 01:16:04 ] Maciek: big_smile Wiem, że to nie na miejscu pytanie, ale co mi tam: A co to jest? ;]
[ 2010-06-28 22:58:51 ] Firn: Siema ; p
[ 2010-06-28 23:27:58 ] Maciek: Cześć.
[ 2010-07-13 10:35:32 ] Lola Lola: Dzień dobry smile
[ 2010-07-14 22:51:37 ] Maciek: A dzień dobry, dzień dobry, witamy, prosimy.
[ 2010-08-19 21:18:25 ] avelina: Witam, witam:) o zdrowie nie pytam, ale...Jedzie ktoś na Coke Live Music Festival??smile
[ 2010-08-24 11:57:05 ] Lola Lola: Był ktoś na woodstocku? smile
[ 2010-08-30 21:47:46 ] Sherrax: Nie ale byłem w czoraj na Swinipasie w Kultowej w katosach
Zarejestruj się żeby pisać w shoutboxie.
reklama Skarbnica Barda | Opowieści powstają dzięki TobieFanlista
© by Opowiadania 2006 - 2010 oparte na silniku Puklerz kontakt z adminem osób online: 9 Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO