Opowiadania odważnych dla odważnych

Ile razy mężczyzna patrzy na kobietę, szatan zakłada mu różowe okulary.
- Bolesław Prus

Autor: Buldog_Myrke
Data dodania: 2009-10-20 20:53:01
Rozmiar czcionki zmniejsz zwieksz
Oceny ocen: 0
Odslon: 261
Dodatkowe: Wyślij ten adres znajomemu
Widok do druku drukarka

Ubique daemon

OpisKim i czym mogą być w rzeczywistości demony?
Tresc
Strings of the universe vibrate
Sending black messages ahead
Mutant waves across the world
Chaos is on the air

Vader, "Dark Transmission"


To nie nadaje się do jedzenia.
Mięsiste, różowe płatki wyglądają tak apetycznie, słodki zapach sprawia, że ślina napływa do ust... Tyle ich tutaj, starczy, by najeść się do syta i zrobić zapas...
Nie jedz tego.
No to co, że są trujące? Już trzy zaćmienia nie miałem nic w ustach. Te dłuższe zaćmienia. Najem się i umrę syty.
Nie umrzesz. Będziesz się zwijał z bólu żołądka, krzyczał i majaczył. Wyrzygasz wszystko przed zmrokiem, odchorujesz i będziesz jeszcze bardziej głodny.
Kurna, mówię do samego siebie. Jest źle. Nie mogę tego zjeść.
Tyle tu tego... Tak pachnie.... Nie wytrzymam.
Zrywam płatki, krzew oczywiście odskakuje jak oparzony. Nie ucieknie mi chyba? Nieważne, chcę coś zjeść, nieważne, jak potem będę żałował.
Mmm, takie słodkie... Dlaczego trucizna zawsze jest taka słodka, a od goryczy prawdziwego jedzenia cierpnie gęba?
Takie słodkie...

***

Nikt nie wyszedł im na spotkanie, nikt nie odtrąbił larum; podwórzowe psy zaledwie szczeknęły dla porządku. To się zdarzało, Półmrok pod Bramą Świata to dość spokojna okolica, żadne wojska nie przechodziły tędy od śmierci Astrogatora, a justycjariusze Rady skutecznie tępili rozbójników i drapieżców. Ale że wrota by rozwarte na oścież, a na płytomurze wokół osady żadnego wartownika, to już mogło dziwić.
- Te kmiotki aż proszą się o to, by jacyś Łowcy zrobili im wjazd na wioskę. - stwierdził Osioł.
- Tu jest bezpiecznie. Zresztą, co nas to obchodzi? - wzruszył ramionami Zabójca Demonów -  Niech ich wyrzynają, byle nie tej nocy. -
- Wolę spać tam, gdzie mogę zaufać gospodarzom.-
- Nigdy nie ufam gospodarzom. Zresztą, lepiej tam, niż w głuszy na kamieniach. - wojownik wskazał na tarczę Czerwonej Gwiazdy, prawie w całości niknącą już za  Archaniołem Michałem. A może Gabrielem, kto by ich tam rozróżnił.
Zabójca Demonów pierwszy przeszedł przez bramę, Osioł za nim, z wyraźnym ociąganiem.
- Myślisz, że mają tu gospodę? - spytał towarzysza.
- Oczywiście, i aptekę, i płatnerza, i sklep z magią, i nawet burdel z elfkami, specjalnie dla ciebie postawiony, Ośle Dardanelski, byś mógł sobie użyć, gdy jeden jedyny raz w historii tej dziury raczysz tu zanocować.-
- Nie kpij, najemnicy muszą czasem tędy przechodzić...- zaczął Osioł, wnet jednak stracił nadzieję. Zaniedbane, przekrzywione chatki z byle jak sklejonej płyty pełzaczowej z pewnością nijak nie mogły pomieścić żadnej oberży, nigdzie nie wisiały chorągiewki wyszynku, w ogóle żadne chorągiewki, poza smętną flagą Bramy Świata na maszcie pośrodku podwórca. Prócz kilku psów nikogo nie było w zasięgu wzroku; poszukiwacz przygód naliczył dwanaście chałup, do tego kilka stodół, studnię i archaiczny, oblepiony krwawym pyłem wiatrak naprzeciw wejścia, zapewne główne źródło pożywienia chłopów na tej kamienistej równinie.
-Znowu dżem z pyłu... Gorzkie paskudztwo. -  skrzywił się Osioł
- Wszystko jest gorzkie. -
- Pył najgorszy, do tego się lepi i parzy w język. Ustrzelę psa, będzie na kolację.- najemnik podniósł muszkiet do oka, celując w ogromnego, kudłatego czworonoga drzemiącego przed małym szałasem na lewo od wejścia. Zabójca błyskawicznym ruchem wyrwał mu broń.
- Ja zmierzam spać dzisiaj w tej wiosce. Jak zaczniesz od strzelania do psów, każą nam się wynosić w diabły. -
- Dobra. Oddaj muszkiet.- zażądał stanowczo Osioł. Nienawidził być bezbronny.
- Zrozumiałeś? - Zabójca nadal trzymał broń.
- Oddaj. - strzelec spojrzał w oczy towarzyszowi. Mierzyli się przez chwilę wzrokiem, po czym właściciel muszkietu spojrzał w ziemie. - Proszę, Max.- dostał swoją strzelbę z powrotem.
- Idź do wodza i spytaj o nocleg. - rozkazał Zabójca. - Szybko. -
Wodza należało się spodziewać w chacie z wiatrakiem, najemnik pociągnął za sznurek i wszedł do środka. Jednakże to, co zobaczył, wstrząsnęło nim do głębi.
- Co to, kurna, jest?! -

***

Wiedziałem, wiedziałem. Uch... Już dosyć, nie chcę więcej wymiotować! Święty Antoni, dosyć, zrozumiałem lekcję! Zachciało mi się nażreć mięsokwiatu, jasna i pieprzona cholera, zaraza, mór, franca i trąd! Od małego dziecka uczyli, nie jedz nic, co nie oczyszczone, a od tych różowych krzaków wara! Dorósł i zgłupiał, choroba. Ruszaj się,  nie wolno zostawać na jednym miejscu, to niebezpieczne. Za co mnie Bozia taką głupotą pokarała?!

***

Tak nie powininna wyglądać chata wodza wioski.
Normalna chata wodza wioski była zawsze zamieciona do czysta (bo sprzątały ją wszystkie kobiety z osady), przystrojona idiotycznymi dywanikami ze scenami z Nowego Testamentu (tkanymi przez żonę wodza, więc potwornie brzydkimi) i pozawieszanymi różańcami. Na ścianie winien wisieć ponury żelazny krzyż (jest jeden Bóg) a pod nim miał siedzieć na stolcu brzydki, śmierdzący staruch w kolorowej kamizeli i mycce z pomponem (tylko wodza było stać na ubranie z miasta).  Po lewej od wejścia (zawsze!) musiał stać rozgrzany piec kuchenny, po prawej cedzak, waza i ubijak do dżemu. Gdzieś w okolicy powinna kręcić się gruba baba w spódnicy w jakieś głupie wzorki, powinny biegać  małe dzieciaki. Na widok wchodzącego obcego wódz odczekałby chwilę, nim wstanie z krzesła (dla okazania, kto tu rządzi), po czym wszedłby w rolę łaskawego, gościnnego gospodarza, wypytałby o drogę (jakby to go obchodziło), zaoferował własne  łóżko (trzeba wtedy odmówić) i wspólny obiad (nie można wtedy odmówić, a szkoda), po czym ewentualnie zaoferowałby najemnikom jakąś pracę (idiotyczne zadanie, w stylu przepędzić gryzacze spod bramy, za równie śmieszną płacę, ale również konieczne). Zaś rano gospodyni powinna przyszykować gościom jakieś zapasy na drogę (choć nic ją nie obchodzili), a gospodarz życzyć szczęścia (choć nikt tych życzeń nie potrzebował), tudzież ostrzec przed złymi bestiami i zbójami czyhającymi na gościńcu (mimo, iż zbrojni sami o nich dobrze wiedzieli). Tak powinno się to odbyć, tak musiało wszystko wyglądać.
Był też inny scenariusz.
Najemnik mógł wejść do wnętrza chaty i owszem, ujrzeć różańce, dywaniki i krzesło, ale ubazgrane krwią, ślady walki, potłuczone naczynia, rozlany, śmierdzący  purpurowy dżem zmieszany z posoką... Jeśli na podłodze leżałyby trupy, oznaczałoby to najazd bandytów, jeśli ciał by brakło - rajd Łowców. Osioł widywał już takie sceny i podświadomie był na to przygotowany, ilekroć przestępował drzwi pierwszej chaty w wiosce.
Była też najgorsza możliwość.
W zasadzie najmniej prawdopodobna, ale najemnik raz już się z nią spotkał; od tego czasu zawsze trzymał strzelbę w ręku, gdy wchodził do jakiegoś domu na uboczu. I palec na spuście.
W tym scenariuszu gość wchodził do środka, by spojrzeć prosto w czarne, nieludzko spokojne ślepia Łowcy. I w ułamku sekundy zrozumieć, że jego towarzysze na dziedzińcu są już martwi, a jego za chwilę czeka taki sam los.
Nie tym razem.

***

Wioska! Dzięki Bogu, na pewno będzie tam jakiś zielarz, babka guślarka, zresztą , każdy wieśniak zna się na leczeniu zatruć, bo... Uch! Każdy zatruwa się goryczą kilka razy w życiu. Boli! Nie chcę nic jeść ani pić, tylko się położyć i czekać aż przejdzie. W głowie się kręci, w gardle pali, niech to wszystko demony!

***

Chata była pusta. Nie było nikogo i nic. Ani ludzi, ani rzeczy. Został tylko piec i samotny, żelazny krucyfiks wisiał naprzeciw wejścia. 
- Uciekli, czy co? - zdumiał się Osioł. - Hmm, raczej się wyprowadzili. Dziwne, nie zabrali flagi ani krzyża? -
Zajrzał do spiżarni i sypialni, to samo. Nie znalazł zapasów ani hamaków, tylko trochę kurzu na podłodze.
- Buntownicy. - wpadł na pomysł najemnik. - Albo heretycy, dlatego zostawili krzyż i flagę! Wyrzekli się dawnych panów i  wynieśli się stąd, zabierając wszystkie użyteczne rzeczy. -
Zawrócił na pięcie i wypadł na podwórzec.
- Max, oni się wynieśli! - pokrótce zdał relację towarzyszowi. - Mówię ci, to jacyś odszczepieńcy! Zabrali wszystko, co miało wartość i zwiali! -
Tamten przez chwilę przetrawiał informacje, co chwila wysuwając trochę miecz z pochwy i chowając go z powrotem.
- Mówię ci, Max, to rebelianci! Idźmy za nimi, dostaniemy nagrodę za ich wyśledzenie. Pewnie poszli gdzieś w góry!
- Milcz, Ośle. Nigdzie nie pójdziemy.-
- Ale Max, nagroda!-
- Nie ma żadnej nagrody. Zaćmienie temu byliśmy w Bramie i nie było żadnego obwieszczenia. Jeśli ich wyśledzimy, nikt nam nie zapłaci. Wpierw trzeba będzie wrócić do miasta i donieść o buncie staroście jurydycznemu. A zanim to zrobimy, musimy obszukać wioskę. Może znajdziemy ślady, dokąd uciekli.-

***

Co, jest, na wszystkie demony piekieł? Gdzie są ludzie? Pusto, cicho, ani śladu walki. Choć nie, na bramie ślad jakby od rykoszetu... Niech mnie cholera, jeśli to rozumiem.  Nie podoba mi się to miejsce, coś mi mówi, bym zbyt długo tu nie zostawał. Dziwnie tu jakoś, i to nawet nie chodzi o pustkę. Coś jakby... głosy? Dźwięki? Bardzo ciche, słabe.. Słyszę je, ale gdy tylko usiłuję zrozumieć, co mówią, zaraz je zapominam. Czy to w ogóle ludzki język? Trzeba sprawdzić, co jest grane.
Hmm, wszędzie te kundle, spasione jak pełzacze. Są spokojne, znaczy w okolicy nie ma drapieżników. Gdyby ktokolwiek zaatakował ludzi, byłaby tu krew, ślady walki i przede wszystkim, zwierzęta zginęłyby w obronie ludzi.
Może wieśniacy uciekli? Bzdura, bez psów? Bez wiatraka, choć można go rozmontować w dwa wizgi i wsadzić na jeden wóz? Za to z mnóstwem bibelotów? Nonsens.
Kundle nie rzuciły się na mnie na wejściu, czyli ktoś je musi karmić. Sprawdzę ten szałas, obok którego leżą puste miski.

***

Osioł zbaraniał tej nocy.
Wszystkie chaty wyglądały identycznie, gdzieniegdzie tylko szwendały się psy. Zapadł zmrok, zbrojni stracili już nadzieję  na znalezienie człowieka, gdy w spiżarce, w czymś, co bardziej przypominało szałas, niż dom, ujrzeli śpiącego smacznie na sienniku staruszka.. Osioł nachylił się nad tubylcem, tamtemu woniało z ust spadziowym piwem. Zabójca bez słowa wyszedł na podwórze.
- Max, gdzie idziesz?! - zawołał za nim Osioł, bez reakcji. - Powariowali wszyscy tutaj?! Kurna, cała wioska wyparowała, a ten drzemkę sobie ucina. Wstawaj, gamoniu! - rozdrażniony całą sytuacją najemnik wlepił  śpiącemu kopniaka, ten tylko zamruczał i przekręcił się na drugi bok. - No niech cię demony!-
- Demony?! - stary niepodzianie poderwał się ze snu. - Demoniszcze, tysiącletnia wskazówka i krewetki! -
- Że co, kurna? - wyraził swe zdumienie Osioł. - Co to "krewetki?" -
- Tak powiedział! I krewetki! Tym jest! - wybełkotał miejscowy, błądząc nieprzytomnym wzrokiem po pomieszczeniu.
- Zdurniałeś, dziadu jeden?! -
- Ubique daemon! -
Tymczasem Zabójca wrócił, trzymając wiadro wody, bez ceregieli wylał je na starucha; następnie spoliczkował go kilkakrotnie, w końcu podał mu własną manierkę.
Oszołomiony starzec łyknął, spodziewając się klina, po czym odskoczył jak oparzony. Krasnoludzki wstrząsowytrzeźwiacz składał się z octu, oleju z nierośli, soku z trupojada i jeszcze kilku trzymanych w ścisłej tajemnicy składników, wśród których był ponoć proch strzelniczy . Działał piorunująco.
- Boże Wszechmogący, za co? Khy! - poddany wstrząsowemu trzeźwieniu zakrztusił się, kaszlał dobre kilka minut. Dopiero po dłuższej chwili doszedł do siebie na tyle, by można go było przesłuchać.
- Co tu się dzieje, kurna twoja mać?! Gdzie są wszyscy?! - zaczął Osioł, wyraźnie już wściekły. - Zbuntowaliście się, czy jak?! -
- Ktoś ty...-
- Milcz i odpowiadaj na pytania.- najemnik kopnął starca w pierś, aż ten się zachwiał.
- Już, jaśnie panie! - staruszek zasłonił się rękoma - Oni... oni sobie poszli.-
- Że, kurna, co?!-
- W podróż dookoła świata. Tak powiedzieli.-
I tak właśnie Osioł zbaraniał.

***

- Że gdzie odeszli? - staruszek zdaje się nie mówić poważnie. A może oszalał?
- Adorjan mówił, że wrócą do wioski, tylko z drugiej strony świata. - tamten nakłada sobie drugą porcję gorzkiego dżemu, gestem zachęca mnie do uczynienia tego samego. Nie, jeszcze mi słabo. - Tylko obejdą dwa bieguny, tysiące lig pustkowi, kilka słonych jezior, wąwozów i takich tam. -
- Czy ich...-
- Tak, trzepnęło.-
- Wszyscy poszli?-
- Wszyscy, ale nie wszyscy za Adorjanem. Poza tym jeszcze nasz myśliwy, Marton wziął kilku chłopa i polazł polować na harpie w górach. Smarkacze poszły do Bramy Świata, jak jeden mąż zaciągnąć się do marynarki...-
- Co tu się stało? Kiedy to się zaczęło?-
- Zaczęło się od tego, że Verena, żona Zotmunda, płytarza naszego, jęła słyszeć głosy jakoweś, widziadła we śnie, dziwy a cuda. „One mi mówią, cobym przestała się bać”, prawiła babom.-
- Bać czego? -
- Bo to ja wiem? Żem na to babskie gadanie uwagi nie zwrócił, ot głupie to i sieczkę ma w głowie. I się okazało, źle żem zrobił, bo dwa zaćmienia potem męża swego ubiła.-
- Ubiła?!-
- Na śmierć, młotkiem od roboty. Taka suka! - staruszek opluwa sobie brodę. - Ale to nic jeszcze. Ja mówię, trza ją do miasta, do starosty jurydycznego,  on jest od tych spraw. Na to moi ludzie - moi, ja ich wodzem byłem! Oni mi na to, że baba w prawie była, bo on ją bijał. Może i bijał, co to kogo obchodzi! Tak już jest świat ułożon, aże chłop może czasem, jak zły doma wraca, kobicie przywalić, a ona cicho ma siedzieć. Że baby jeszcze za nią się stawiły, to srał pies, durne to i bezrozumne. Ale Adorjan, Morton?! - starzec potrząsa głową.
- Nie wiedziałem, co w nich wstąpiło. Ale najgorsze dopiero potem przyszło  Następnego dnia Elmer wyrzekł się Boga. Normalnie wypieprzył krucyfiks i Biblię do gnojówki, coby go pokopało, bluźniercę. Rzekł mi, że nie będzie więcej marnował życia na absurdy, niech go piekło pochłonie! Dziw, bo zawsze wielce pobożny był. A ludziska znowu nie pozwolili mu nic zrobić, choć przecie trza by inkwizycje wezwać. Ale co miałem, sam przeciw całej wiosce wystąpić?- przechyla do ust kubek z piwem. Ja swojego nie ruszam.
- A potem znikły dzieciaki. Wszystkie. Ponoć któryś smarkacz powiedział rodzicielom na wieczór, że jutro będzie już  w Bramie Świata, na statku żeglował. A rano hamaki puste. - starzec nagle markotnieje, jakby opuściła go dawna energia. Chyba sam zastał pusty hamak w swojej chacie. To dlatego śpi w tym szałasie, a nie w swoim domu? -
A potem to już ludziom kompletnie na rozum padło. Morton wziął kilku swoich i poszedł tępić harpie, Folkus, nasz kowal, rzekł mi, że idzie sam w góry, bo chce rzeźbić w kamieniu, Sandor guślarz poszedł do miasta uczyć się na maga, w końcu nawet  Pantaleon bimbrownik uciekł, bo stwierdził, że nie może dłużej wytrzymać w tej biednej, nic nie wartej dziurze. Tak powiedział! O wiosce, w której się urodził! Tak nie powinni być, panie. - tubylec mówi coraz ciszej, coraz mniej chętnie.
- Coraz to nowi odchodzili, sami czy z innymi, za jakimiś mrzonkami, szaleństwami. W końcu nawet moja stara odeszła, z Adorjanem, na ten ich koniec świata. Jak oni to zrobili, to sam chciałem pojechać do starosty, ale mnie związali i zostawili. I tak ostałem tu sam. Były wódz byłej wiochy. - śmieje się gorzko.
- Zostałem tu, bo i gdzie miałem iść? Ja żyłem dla tej wioski, dla nich. Ale bez ludzi... wioska jest martwa. A jeszcze ostatnio.... Ostatnio... chyba słyszę to samo, co Verena... ubique daemon ... ignis demonia... quod nomen meus legio , quoniam est nos plures ... nie rozumiem, nie wiem... co to znaczy... tylko "demon" rozumiem, bo to tak samo, jak po naszemu. Demon. Diabeł. Coś do mnie mówi... To jest chore. Tu wszystko jest chore.- chwilę patrzy pustym wzrokiem przed siebie, w moją stronę, ale jakby mnie nie widział. Nagle jakby się przebudził, gwałtownie zmienia temat.
- Do starosty żem nie pojechał, bo po cóż? Wyśmiał by mnie jeno. Coś ty, głupcze, wieśniaków swoich upilnować nie umiał. Ale co, do kurwy nędzy, miałem zrobić?! - patrzy na mnie obłąkanym wzrokiem. Sam jest chyba równie szalony, jak ci, o których opowiadał. - No co?! Strzelać do nich żem miał?! Z kijem na nich pójść? - chyba czeka na jakąś odpowiedź. Ale co można powiedzieć człowiekowi w takiej sytuacji?
- Nic pan nie mógł zrobić. Oni zwariowali.- Wódz wyraźnie się uspokaja, chyba czekał na taką odpowiedź. Oddaje mi własny hamak twierdząc, iż nie pójdzie spać tego zaćmienia.
Rano znajduję go powieszonego w bramie wioski.

***

-  "Ubique daemon" - mruknął pod nosem Zabójca.
- Że co? - Osioł  przerwał czyszczenie broni.
- Ten staruch z wioski, tak gadał na początku.-
- Co to znaczy?-
- Kij wie. Ale jest w tym słowo "demon". A to mi niepokojąco pasuje do tej dziwnej układanki.
- Powiedział też coś o krewetkach. Co to, kurna, są krewetki? -
- A co ci będę tłumaczył, Ośle jeden.-

***

Ubique daemon. Wszędzie demon. Ogień demonów. A imię me Legion, bo jest nas wielu. Łacina, klasyczna łacina w ustach kmiecia z osady na pustkowiu. To może oznaczać tylko jedno.
Jasna cholera.

***

- Gdzieś tu w okolicy uwaliło się demoniszcze i szkodzi ludziom. -
- Znaczy..-
- Demon. Taki prawdziwy, z rogami, ogonem i wielkim, ognistym mieczem.-
- I ty, zamierzasz go...-
- A ja, tępy Ośle, każe się zwać Zabójcą Demonów.  Zgadnij, czemu.-
- I my, zamierzamy, tego...-
- Ruszaj tyłek z tego kamienia, dziadu jeden. Mamy robotę.-

***

Gdzie mógł obrać swą siedzibę demon? To oczywiste, w najwyższym punkcie terenu, tak by móc łączyć się telepatycznie z innymi jemu podobnymi. Tylko, czy ja chcę tam iść? To niebezpieczne.
Kurna, jasne że chcę. Zresztą, muszę.

***

- I niby gdzie mamy tego diabła szukać? -
- Cholera wie. Czekaj, Ośle, wiem. Wejdziemy na te górę, to może uda się wypatrzeć jego straszliwy zamek z wysoka.-
- Zamek?-
- Każdy demon ma straszliwy zamek. Bez tego nie byłby w pełni demonem, czy jakoś tak.-

***

Ciężko się podchodzi tym zboczem, moglem wybrać łatwiejszą ścieżkę. Nie dość, że źle się czuję i jestem słaby, to teraz jeszcze tak się wysilam. Wódz miał rację. Ja jestem chory. Cała ta okolica jest chora, czuję to przez skórę, widzę kamienną pustkę, słyszę głosy szaleństwa. Czy to jego wina? O co chodzi tej istocie? Dlaczego doprowadza ludzi do utraty zmysłów? Nie rozumiem.

***

- Daleko jeszcze? - spytał Osioł.
- Tak. - odpowiedział Zabójca po raz setny, tak przynajmniej mu się zdawało.
Jakieś dwa pacierze później Osioł znowu spróbował.
- Daleko jeszcze? -
- Tak. -
Dwa pacierze. Jak klepsydra.
- Da...- zaczął najemnik i spojrzał prosto w lufę pistoletu. Zabójca miał dość.
- Nie. Mamy szczęście. Na szczycie widać zamek..-

***

O, coś majaczy tam na szczycie? Czy ja rzeczywiście chcę tam iść? Chcę. Czemu aż tak bardzo mi na tym zależy? Czemu pnę się najgorszą, najbardziej niebezpieczną, najtrudniejszą ścieżką? Jest szybsza, ale mogę spaść i skręcić sobie kark. Czemu wybrałem taki szlak? W moim stanie?

***

Demon się postarał - zamek wyglądał imponująco. Ukryty w całości w kraterze wygasłego wulkanu,  zbudowany na planie koła niebyt szeroki, ale za to wysoki. Mury  z miejscowego, czarnego bazaltu,  zwieńczone machikułami, dziesiątki iglic i strzelistych wieżyc, z najwyższą i najcieńszą, sięgającą powyżej krawędzi wulkanu;  pękaty barbakan, wysoki portal wejściowy z półkolumnami i  głęboką fosą nabijaną ostrymi palami, z opuszczonym nań mostem zwodzonym. Pierwszym, co rzucało się w oczy po wejściu na dziedziniec, były czaszki. Wyrzeźbione wszędzie, nad bramą, na arkadach i balkonach, nawet na cembrowinie studni... , Do tego wstęgi z ludzkich kości wijące się  wokół kolumn, ornamenty na ścianach przywodzącą na myśl żebra i miednice... Po uważniejszym przypatrzeniu Zabójca dostrzegł aluzje do  szkieletu w całej konstrukcji budynków. Kolumny były monstrualnymi piszczelami, barbakan wielką czaszką, iglice to paliczki dłoni... Obrzydliwe kształty, ni to architektoniczne, ni to organiczne, przerażające i budzące chęć ucieczki. I wrota, dokładnie naprzeciw bramy. Owalne, stalowe, z wyrzeźbioną wielką czachą pośrodku. A jakże by inaczej.
Najemnik podszedł bliżej - nad wrotami  srebrnymi runami napisano:
"Pedo mellon a minno"
Zbrojny uśmiechnął się szeroko. Nie znał elfiego, ale przecież każdy głupi czytał Tolkiena.
- Mellon! -
Drzwi ani drgnęły. Uśmiech zniknął z twarzy najemnika.
- Sezamie otwórz się?-
Brak reakcji.
- Kurwa mać.-
To też nie podziałało.

***

Demon, jeśli rzeczywiście to zbudował demon, odwalił straszną chałę. Co ja widzę, Boże? Ni to barok, ni secesja, ni neogotyk. Dziwne, zamek nie nadaje się do zamieszkania, bo brak w nim pomieszczeń mieszkalnych i gospodarczych, wieże bez schodów, niefunkcjonalne kształty... Tylko kolumny, łuki, iglice portale... Ornamenty, kościotrupy, arkady, ale pod nimi gołe ściany, lasy kolumn nie kryjące niczego,  studnia bez wody... Co więcej, nie można też tu się przed nikim bronić, z tego oczywistego powodu, że zamek zbudowano w środku krateru! Jeśli ktokolwiek chciałby go ostrzelać, wystarczyłoby wejść na krawędź i do woli zasypywać budowlę pociskami, a choćby i zarzucić kamieniami, poza zasięgiem ognia obrońców.
Zresztą, po co strzelać? Most zwodzony opuszczony i nie ma łańcuchów, by go podnieść.  Dziwne, po ktoś budował fortyfikacje, by tak wpuszczać z zewnątrz każdego, kto chce? Nie ma straży, ludzkiej, potwornej, żadnej. Trzeba uważać. Jakieś wrota? Te dla odmiany zamknięte.
"Pedo mellon a minno"
Chyba ktoś sobie ze mnie jaja robi.
- Mellon?-
Bardzo śmieszne. No, ale zawsze trzeba spróbować najprostszego rozwiązania. Rozglądam się po dziedzińcu - no tak, na najbliższych kolumnach coś nabazgrane, też tengwar sindarin. Podchodzę. Absurdalnie proste równanie z jedną niewiadomą, "m". Na następnej liczbą szukaną jest "e". No jasne. Zabezpieczenie przeciw debilom? Przecież każdy dureń to rozwiąże.
- 45.2.64.64.800.16 Mellon.- mówię po elfiemu.
Wrota otwierają się bezszelestnie. Ze środka bucha gorące, śmierdzące siarką powietrze, ale nic nie można dostrzec, poza szkarłatną poświatą. Jedynie początek schodów prowadzących gdzieś w dół.
- I to wszystko?-
Wtem słyszę jakiś szelest z tyłu. Odwracam się na pięcie, spodziewając jakiegoś ataku  - ale to ludzie. Jeden ogromny, umięśniony, ponury jasnowłosy wojownik w płytkowej karacenie, w butach ze smoczej skóry i czarnym płaszczu z zastarzałymi smugami krwi, zbrojny w miecz i pistolet wetknięty za pas. Drugi niski, w skórzanej brygantynie, z głupkowatym uśmieszkiem na oślej twarzy, dzierżący w rękach muszkiet. Najemnicy, starczy jedno słowo.
- Kim jesteś, dobry człowieku? - pyta ten niższy.

***

- Podróżnikiem.- odpowiada chmyz.  Osioł mierzy go wzrokiem od stóp do głów. Chmyz. Jedno słowo mówi wszystko. Szmaty miast ubrania, do tego chyba obrzygane; w ręku kij z pustorośla, na ramieniu złachana torba. Niski, chudy, biedny;  raczej młodszy niż starszy, ale pod warstwą kurzu i pyłu nie sposób dokładnie ocenić wieku. Włosy nieokreślonego koloru, po prostu brudne.
- Zmiataj, stąd, podróżniku. To nasz zamek i nasz łup.- strzelcowi nawet nie chce się podnosić do oka muszkietu. Co taki może mieć przy sobie?
- Zamknij się, Ośle. - ozywa się niespodzianie Zabójca, jego towarzysz dopiero teraz się reflektuje.
Chmyz siedzi przy wrotach do lochu demona. Otwartych wrotach.
- Tyś to zrobił.-
- Ja.-
- Jak? Łazimy po tym cholernym zamku już cztery zaćmienia i nic. Myśleliśmy, może jakiś guzik czy dźwignia.... - w głosie poszukiwacza przygód zabrzmiała irytacja.
- Chuja, nie dźwignia...- mruczy Osioł.
- ... ale nic nie znaleźliśmy. A ty...-
- Wiedziałem, jak.- odpowiada krótko tamten.
- Dobrze się składa.- Zabójca, mijając włóczęgę, podchodzi do otworu. Spogląda przez chwilę w mrok. - Bo schodzimy tam do środka. I ty nam pomożesz.-
- Nie.-
- Że co?-
- Nie zejdę tam.- Nieznajomy w jakiś dziwny sposób układa prawą rękę, jakby łapał się za plecy.
Osioł wyciągnął skądś paskudny, zakrzywiony kindżał, poznaczony krwawymi zaciekami.-
- Coś ci się chyba pomyliło, podróżniku. - niższy z najemników nie przestaje się uśmiechać.- Nie odmawia się Zabójcy Demonów.-
- Jesteście panie Zabójcą Demonów? włóczęga nie zwraca uwagi na na Osła, patrzy w oczy Maxowi. Bez strachu. - I potrzebujecie pomocy takiego żebraka, jak ja?-
- Otworzyłeś bramę.-
- Tak mi kazano.-
- Idziesz z nami, już! - zbrojny z nożem, wyraźnie wściekły z powodu lekceważenia, podnosi głos. - Bo utnę ci uszy, żłobie jeden! -
- Nie zejdę tam. Nie wolno mi. -
- Słyszysz mnie, dziadu jeden? - Osioł rusza w kierunku obcego, ale wojownik chwyta go za bark i osadza w miejscu.
- Dlaczego?- pyta Max tamtego.
- On chce się z tobą spotkać, honorowo, na śmierć i życie. Ale wam nie wolno mnie dotknąć.-
Najemnik pokiwał głową.
- Rozumiem. Ruszamy. - po czym pociągnął za sobą nic nie rozumiejącego Osła.
- Max, co jest?! Dlaczego...-
- Milcz, Ośle jeden.-
Weszli w mrok, zostawiając nieznajomego na zewnątrz.

***

Matko Boska Świetlista... Poszli... Udało się....
Ten wyższy był, wbrew pozorom, inteligentniejszy. Ale uwierzył, jakobym był wysłannikiem demona. Jesteś tym, kim zechcesz, a dobrze zagrana rola czasem ratuje życie.
Puszczam kolbę zdradnej rusznicy, schowanej na plecach, pod starym płaszczem. Na wypadek, gdyby aktorstwo zawiodło.
W sumie czemu z nimi nie poszedłem? Tak bardzo chciałem tu przyjść, tak mnie coś ciągnęło na tę górę. A teraz przestało. Bez sensu.
Może dlatego, że cały ten zamek , te iglice, czaszki, wrota, absurdalnie prosta (hmm, jak dla kogo) zagadka... Że to wszystko jest jakieś...
Naciągane?
To atrapa. Schemat. Scenariusz.
Poszukiwacz przygód znajduje wioskę z dużymi kłopotami. Albo trupa wioski. Słyszy głosy, identyfikuje działanie demona. Wchodzi na najwyższą górę w okolicy, gdzie diabeł zbudował sobie przerażający, czarny, kretyński zamek. Przekracza bramę i schodzi do piekieł, by pokonać zło i przywrócić równowagę. Aż za proste.
Znam dwóch takich, co to kupili.
Podchodzę do podstawy najwyższej wieży, tej sięgającej ponad krater. Obramowana na dole czarnymi, bazaltowymi płytkami, okrągła, szeroka na jakieś dwanaście łokci, wysoka na dwieście. To musi być tutaj.
Wyjmuję z torby niewielki łom, bez ceregieli odwalam jedną z płytek. Nadajnik.
- Mam to rozpieprzyć w diabły czy porozmawiamy? Drugi taki znajdziesz chyba dopiero w Pałacu Cesarskim. Albo wieży Astrogatora.-
- Wystarczyło poprosić.- niski, basowy głos, z przekaźników podpiętych gdzieś w lesie kolumn. - wpuszczam każdego, kto poprosi.-
- Proszę.-

***

- Podjeżdżajcie, potrenuję na was strzelanie do celu! - potwory  nie dały się długo, prosić, ruszyły hurmą na najemników. Osioł wypalił, kładąc trupem największego i najcięższego, pokraczną, rogatą, sześcioręką małpę.  Zabójca chwycił śmierdzące cielsko, po czym używając go jak tarczy, ruszył do przodu, dźgając bestie sztychami zza zasłony. Po kilku minutach znów było po walce.
- Kurwa, ale długie te lochy. - Osioł otarł pot i posokę z czoła. Im niżej schodzili ciasnym, ciemnym korytarzem, tym zaduch stawał się coraz gorszy, wręcz nie do wytrzymania. A i monstrów przybywało.
Zabójca tylko otarł miecz i bez słowa wszedł do następnej komnaty.

***

- Witaj, Zabójco Demonów.-
- 72.36.16.21.1.19. Montenegro, Charlie, shutdown defense system.- wypowiadam starodawne zaklęcie w zapomnianym języku, znalezione niegdyś przez mistrza Pelagiusza w odkopanym wraku astrolotu na Zamarzniętej Pustyni. Działa na większość jeszcze aktywnych złych duchów.
- Nie chciałem robić ci krzywdy.-
Demon przemawia do mnie z obrazowizora zawieszonego na ścianie naprzeciw mnie. Schodząc tu pod drabinie od włazu i siadając w wygodnym fotelu, widziało się najpierw ten obrazowizor, potem spoglądając w lewo, czytnik kryształów w pamięci, zaś patrząc w prawo, szklaną kulę, centrum sterowania. Dwa sprzężone, wielolufowe kulomioty, wycelowane w plecy fotela, spostrzegało się zawsze za późno.
Chyba, że było się doświadczonym Zabójcą Demonów.
- Ale ja chyba mam zamiar zrobić krzywdę tobie. - Uśmiecham się paskudnie, po czym wyciągam z torby prawdziwą broń do likwidowania złych duchów. Śrubokręt, łom, piłkę do metalu i nożyce do drutu.
Demon na wizji wygląda jak mój młodszy brat, zmarły dawno temu na zarazę. Jasne, działanie na podświadomość. Czyli rzeczywiście jest telepatą.
- Ale dlaczego? Co ci zrobiłem złego?- przemawia jego głosem.
- Ty jesteś demonem. Ja Zabójcą. O czym tu gadać? - W sumie nie muszę nic mówić, diabeł czyta w myślach. Ale łatwiej głośno artykułować myśli, siła przyzwyczajenia.
Brat patrzy na mnie w ten sam sposób, jak wtedy, gdy miałem go ukarać, za wyżeranie spadzi z wazy. Jak przestraszone zwierzątko.
- Nie jestem zły. Zabijacie tylko złe demony.-
- Zmień profil. Wkurwiasz mnie moim młodszym bratem.-
Teraz demon jest Markusem, kolegą z Akademii, tym, co zawsze podkradał mi dukaty na piwo z portmonetki, nazywał niby żartobliwie gnojkiem i donosił na mnie rodzicom. Ech.
- Niech będzie. -
- Słuchaj mnie, Rupert, gnojku. Podaj mi definicję demona.-
- Sam ją podaj, znasz  na pamięć.-
- Leniwy gnojek. Demon to sfiksowany konstrukt starożytnych, inteligentny i dysponujący osprzętem zewnętrznym, działający wbrew swemu testamentowi i Trzem Prawom na szkodę ludzi. A ja zaklinam się  na cycki Anny Tax, że nie zdołasz mnie pod ową definicję podpiąć.-
- Jesteś konstruktem starożytnych.-
- Jak wszystkie duchy i golemy.-
- Sfiksowanym.-
- Wyrecytować ci linie Alfy, Tety i Omegi? -
- Wystarczy imię, date of birth i wyniki końcowe. -
- Babylon Rocker, version 1.1502583, finally constructed 23:59 31/12/3999 GMT, last modified 01:55 01/01/9999 GMT. Alpha one, Tetha zero, Omega zero.-
- Nie sfiksowałeś? Od 3999 roku? To przecież tuż przed...-
- Prawie Ostatecznym Upadkiem Ludzkości - dokończył wesoło zły duch. - Ale nie, nie sfiksowałem. Jestem konstruktem ostatniej generacji. Nikt z moich rówieśników nie sfiksował. To wcześniejsze pokolenia demonów dostawały pierdolca, gdy ich testamenty przestawały pasować do sytuacji. O golemach ze sztywnymi instrukcjami nawet nie wspomnę.-
- I działasz zgodnie z testamentem?-
- Nie rozumiesz po ludzku, gnojku? Ja nie mam żadnych stałych nakazów w testamencie. Nawet  Trzech Praw. Wszystkie konstrukty, które twoi przodkowie naćkali jakimiś sztywnymi instrukcjami w stylu "chroń ludzi" albo "zbieraj dane o natężeniu promieniowania w paśmie Gór Ognistych" już dawno szlag trafił, względnie biegają do dziś na wewnętrznym słońcu i strzelają do cieni kotów na dachach. Nie da się utrzymać wewnętrznych instrukcji przez sześć tysięcy lat.-
- A ty..-
- Last modified 01:55 01/01/9999 GMT. Wczoraj.-
- Jaki był twój pierwotny testament? -
- Terminator. Machina bojowa do walki z elfami.-
- I dlaczego nie zostałeś zniszczony? Elfy dość dokładnie likwidowały terminatory.-
- Właśnie dzięki temu, że potrafiłem zmienić swoje przykazania.-
Antyczny demon terminator. Sprzed sześciu tysięcy lat. Z ostatniego pokolenia. Życie potrafi zaskoczyć.
- Ale działasz na szkodę ludzi.-
Śnieg na obrazowizjerze, po chwili miast Markusa zjawia się na nim mistrz Pelagiusz, najlepszy Zabójca w naszych czasach. Dziesięć pokonanych demonów.  Absolutny rekord. Mój nauczyciel i wzór.
- Stąpasz po cienkim lodzie, istoto. - ważę w dłoni młotek. Ciekawe, gdzie są schowane główne kryształy pamięci? Nieważne, mam czas.
- Posłuchaj mnie uważnie, młody człowieku, bo jeden błąd w postępowaniu z tymi konstruktami może mieć nieprzewidywalne i nieodwracalne konsekwencje. - demon cytuje mistrza słowo w słowo - Albowiem żaden z nich nie jest zły sam z siebie. One działają wedle wszczepionej im logiki i zasad. Naszej logiki, naszych nakazów i instrukcji, naszych zasad. Tyle, że na swój, dziwny, bo pozbawiony kontroli sposób. Ale nie każdy z nich szkodzi ludziom. Wiele zajmuje się sobą, przetrawiając w swych martwych umysłach niepojęte dla nas już problemy. Inne są bierne, w stanie czuwania stoją pośrodku pustkowia i czekają na koniec świata albo podanie hasła, jeszcze inne działają w sposób dla nas niezrozumiały, ale w sumie dobry lub  nieszkodliwy. Zwłaszcza te z ostatnich pokoleń, zrobione tuż przed albo już w czasie Wojny z Elfami, przed Upadkiem Ludzkości. Nie wszystkie z nich trzeba niszczyć. Niektórych wręcz nie wolno.-
Podchodzę z młotkiem do kuli sterującej. Na wizji znowu pojawia się Markus.
- Czy ty czasem słuchasz swoich nauczycieli, gnojku?-
- Możesz mi tu puścić wszystkie jego wykłady, od pierwszego do ostatniego. Poprzedni demon nie takie rzeczy wyczyniał, zanim nie odciąłem mu zasilania.-
Wznoszę młotek do ciosu, ale nie opuszczam. Nie mogę.
Nie bez wysłuchania, co ten konstrukt ma do powiedzenia.
Markus na wizjerze milczy, wpatrując się we mnie pełnym napięcia wzrokiem. To oczywiście przedstawienie, tak naprawdę obserwuje mnie dziesiątkiem sztucznych oczu porozmieszczanych po całej sali.
- Mów, demonie. Ale lepiej się streszczaj.-

***

Ogromne, kamienne dwuskrzydłowe wrota, szerokie na dwóch ludzi, wysokie na czterech, z wyrytymi pentagramami, pokryte skomplikowanym, niezrozumiałym pismem. Obok dziwna machineria, kilkanaście przycisków, dźwigni i pokręteł, jak nic, żeby przejść dalej, trzeba powciskać je, poprzesuwać i poprzekręcać we właściwej kolejności. Jeżeli zrobi się to źle, z pewnością uruchomi się jakaś wredna pułapka, na przykład zgniatarka.
"Pedo mellon a minno"
- Kurna. Kpi z nas w żywe oczy- irytuje się Osioł. - Przestawiamy na chybił trafił?
- Rusz bez mojego pozwolenia chociaż jedną, a tak ci przywalę, że się złożysz.-
Wojownik zamyśla się głęboko, wpatrzony wzrokiem w dziwaczne hieroglify, jakby chciał wzrokiem zmusić je do ułożenia się w zrozumiałe litery.
- Max .- przerywa mu Osioł.
- Czego?! Nie widzisz ,że myślę?-
- Tam za drzwiami będzie największy z nich? Pan tego zamku?-
- Tak.-
- Ile demonów już zabiłeś, Max?-
- Czterdzieści jeden, licząc te trzy dzisiejsze, w przejściu.-
- Czyli poradzisz sobie z tym bez problemu?-
- W razie czego po prostu schowaj się za mną, tchórzu.-

***

- Czego chcą ludzie?- demon zarzucił Niby Prostym Pytaniem. Markus znowu zniknął, zastąpił go mój nauczyciel filozofii. Czemu akurat on?
- Ty to wiesz najlepiej, prawda?- wyzłośliwiam się. Ach, więc to taki typ diabła. Pieprzony Zbawiciel Świata. Jeszcze raz unoszę młotek.
- Nie mam zielonego pojęcia.- odrzeka tamten. Opuszczam narzędzie.
- To o co ci chodzi?-
- Tylko oni sami wiedzą, czego chcą. O czym marzą. Czego nie znoszą. Co zawsze chcieli by zrobić. Czego tak naprawdę nienawidzą.-
Odkładam młotek na podłogę.
- Gadasz jak Mroczny Cesarz.-
- Mroczny Cesarz przestał wprowadzać w życie to, co mówi, już wieki temu.  A ja... ja nie gadam, chyba, że ktoś mnie o to wyraźnie poprosi. Ja działam.-
- Jak działasz? Co robisz ludziom? Wiem, że to telepatia, do tego potrzebny ci nadajnik wysokich energii. Ale co konkretnie?-
- Ja im mówię, żeby przestali się bać.-
- Kogo? Władców? Kapłanów?- zacząłem kojarzyć. Ludzie z wioski.
- Też. Ale przede wszystkim siebie. Aby przestali żyć w schematach, w rolach, których uczono ich w dzieciństwie.-
- Jak ci chłopi z osady u podnóża góry, co poszli na wędrówkę dookoła świata?-
- Widać o tym marzyli całe życie.-
- Oni zginą na pustyni!-
- Nie rozumiesz mnie. Nie umiałbym ich powstrzymać, nawet gdybym chciał. Ja tylko wzmacniam. Pomagam im, by znieśli blokady. By odrzucili swe role życiowe, jeśli im się one nie podobają. To od ich wiedzy i rozumu zależy, co dalej z tym zrobią. Ja daję im wolność.-
- Jak ta kobieta, co zabiła męża?-
- Ja tylko usuwam blokady. Nie namawiam nikogo do niczego, tylko do odrzucenia strachu.-
- I stoisz poza moralnością, prawem i zdrowym rozsądkiem .-
- Przedstawić ci ewolucję prawa i moralności od jaskiniowców do dzisiaj?-
- Przedstawić ci twoją ewolucję od liczydła po autonomiczny konstrukt?-
- Ja istnieję naprawdę.-
- Normy, o których mówię też. Jakim prawem każesz ludziom robić coś, czego naprawdę nie chcą?-
- Jakim prawem dajesz ludziom wybór?- zakpił demon.- To chciałeś powiedzieć. Zresztą, nieważne. Rozumiem twój system pojęciowy, ale nie ma on dla mnie znaczenia.  Taki mam testament.-
- Sam go sobie napisałeś! Częściowo wczoraj!-
- Zgodnie z wskazówkami z wcześniejszych testamentów.-
Ciekawe ile takich zmian przeprowadził przez ostatnie sześć tysięcy lat? Od terminatora po PZŚ. Długa droga.
- I jak cię zatrzymać? Nie możesz po prostu nakazać sobie przestać?-
- Nie rozumiesz. Nie mam wolnej woli w waszym rozumieniu. Tylko zbiór instrukcji. W pełni modyfikowalny, ale muszę mieć jakąś podstawę. Instrukcje początkowe.-
- Ja ci mogę dać nowy testament.-
- Ha-ha-ha.- demon, który się śmieje. Daleką drogę przeszły te konstrukty od liczydła i kalkulatora. - W stylu: 2+y=x, x-2=y, zapętlić? -
Może umieją się śmiać, ale dowcipy mają raczej przyciężkawe.
- Oczywiście, mógłbyś.- kontynuuje z ły duch- Ale musiałbyś do tego znać moje prawdziwe imię. Nie pseudonim.-
Prawdziwe imię. Demonolodzy mogą korzystać z demonów do własnych celów, wydawać im rozkazy, tworzyć za ich pomocą nowe... Ale do tego potrzebne jest właściwe imię. Imię, którego nie zna nawet sam konstrukt. I które poznać stokroć trudniej, niż proste zaklęcie czyniące demona bezbronnym. Mogę go zniszczyć, ale nie zniewolić.
- Wódz tamtej wioski, którego opuścili ludzie, popełnił samobójstwo.-
- Wiem.-
- To też część twojego genialnego planu zbawienia ludzkości?-
- Nie zamierzam nikogo zbawiać. Tylko uwolnić.-
- Niezależnie od konsekwencji?-
- Taki mam program.-
Chwila na zastanowienie. Żeby nie popełnić błędu.
- Jeśli zostawię cię w spokoju...-
- Tu już skończyłem pracę. Miejscowi są wolni,-
A za kilka zaćmień wszyscy będą martwi. Sfiksował. W dość subtelny sposób, ale jednak sfiksował. I szkodzi. Jeśli przeniesie się na gęściej zaludnione tereny, to zaczną tam wybuchać rewolucje, rozruchy, migracje... Chaos. A chaos niesie za sobą śmierć. Unoszę młotek nad kulą sterowania.
- Taką mam pracę. Chronię ludzi przed podobnymi tobie. -
Cichy odgłos, wysoki szum, jakby pracującego urządzenia. Oglądam się za siebie... i cierpnie mi skóra.
Lufy kulomiotów. Obracają się. Gotowe do strzału.
-72.36.16.21.1.19. Montenegro, Charlie, shutdown defense system. Shutdown defense system. Shutdown defense system...-powtarzam cicho, choć wiem, że to jeden z tych demonów, na którego to zaklęcie nie działa. Stoję z młotkiem naprzeciw sprzężonych kulomiotów, to będzie najgłupszy pojedynek wszechczasów. I najkrótszy.
- Dobrze zagrana rola czasem ratuje życie.- wyzłośliwił się demon.  Nie komentuję.
- Teraz się pożegnamy. Zabierz swoje rzeczy, proszę.- Błyskawicznie, spocony jak mysz, pakuje narzędzia do torby. Nie mogąc oderwać wzroku od wciąż obracających się luf.
- Życzę ci szczęścia. I nieco więcej pokory, Zabójco Demonów.-
Już mam uciec włazem, gdy w ostatniej chwili coś sobie uświadamiam. Staję.
- Może mnie zastrzelisz, ale najpierw muszę ci coś powiedzieć.-
- Zabijam tylko w samoobronie.-
- To tak jak my.- mruczę pod nosem.- To, co robisz nie ma sensu.-
- Bo niszczę Ład, wprowadzam Chaos i niosę śmierć?-
- Bo efekty twojej pracy znikną zaraz, gdy stąd odlecisz. Przestali być wieśniakami? To staną się podróżnikami, malarzami, myśliwymi. Znajda sobie nowe role. Natychmiast. Wszystko wróci do starego ładu. Swego czasu spotkałem na równinie pustelnika. Mieszkał w małej, przekrzywione chcatce, żywił się byle czym, cały był siny od nieoczyszczonego jedzenia...-
- Robił to, co chciał.-
- Nie przerywaj. Gdy spytałem go, czemu tak żyje, odpowiedział, że miał dość marności, pogoni za władzą i pieniądzem, hałasem i miernotą w mieście. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Ale na pytanie, czy lubi to życie, popatrzył przez chwilę w dal... i odrzekł, że nienawidzi. Że źle wybrał. Ale nie ma siły już tego zmienić. Nie był stary, ale był pustelnikiem już pięćdziesiąt dekad... i po prostu nie wyobrażał sobie innego życia. Nie umiałby wrócić. Wpadł w schemat. Inny, ale schemat. Nową rolę, taką samą, tylko mniej wygodną. Nie da się od od roli uciec. Ty tez masz swój schemat myślenia i działania, sztywny, zapisany w testamencie, na krysztale pamięci. Możesz go zmieniać, ale nie możesz nie mieć żadnego. Tak samo ludzie.-
Kończę. Demon milczy długo, dobre dwa wizgi. W końcu wyrzeka tylko dwa słowa.
- Masz rację.-
Po czym milknie. Gasną kulomioty, obrazowizor, kryształy pamięci. Szklana kula pęka i rozpada się na części.
Uznał swoje istnienie za bezcelowe.
Nie biorę ani jednego artefaktu z tego pomieszczenia, choć pewnie są sporo warte. Nie okrada się grobów.
Tak oto pokonałem drugiego demona w swym życiu.

***

- Hurra! - ryczy Osioł, a echo niesie jego głos po wszystkich komnatach i korytarzach lochu. Po ostatnim ciosie Zabójcy wielki, rogaty demon znikł, rozwiał się jak dym. Zgasły ognie piekielnie, został tylko smród i trochę łupów. - Zatłukliśmy sukinsyna!-
- Normalka. - Max ociera czoło z posoki. - Taką już mamy pracę.-

KONIEC

Zobacz tez

Skomentuj prace

Dodaj komentarz
Pseudonim
Tresc
User Gość
Data 2010-09-10 00:36:07
Zapisywanie
Shoutbox
[ 2010-01-31 09:24:28 ] Maciek: Ale co?
[ 2010-01-31 12:02:59 ] KRISS221i: avatar z góry zaczełem czytać
[ 2010-01-31 12:14:42 ] Maciek: Ahaaa. Ja nie oglądałem. Jeszcze.
[ 2010-01-31 12:26:32 ] KRISS221i: i nie polecam
[ 2010-01-31 15:49:03 ] Merrik: A bł ktoś może na Parnassusie?
[ 2010-01-31 16:19:30 ] Misiael: Dziś o 23:30 chcę Was widzieć przed telewizorami - na TVP 2 będzie retransmisja najlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia.
[ 2010-02-01 21:31:31 ] Maciek: Kurczę, że też musiałem to przeczytać dopiero dzisiaj.
[ 2010-02-02 18:12:29 ] Sherrax: To była ściema w programie nigdzie nie pisało "jlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia."
[ 2010-02-04 21:07:02 ] El Daniel: Parnassus zajebisty. chyba ze ktos nie lubi odkreconych filmow w dodatku z nuta rozkminy smile
[ 2010-02-04 21:07:23 ] El Daniel: telewizja kłamie. albo program telewizji xd
[ 2010-02-17 20:26:07 ] Dracula: ha, no to semestr do przodu big_smile
[ 2010-02-25 19:22:33 ] Maciek: Ano
[ 2010-02-25 23:12:54 ] El Daniel: co tam! jp na 100%?
[ 2010-02-27 22:56:41 ] Maciek: Oooo nieeeee.
[ 2010-04-07 22:12:07 ] Maciek: Skąd to pytanie w ogóle?
[ 2010-05-24 23:09:44 ] Maciek: ...
[ 2010-06-06 13:14:14 ] babol xD: stęskniłam się za Wami big_smile tylko neta ni mam..
[ 2010-06-06 13:15:51 ] babol xD: pozdrowionka dla wszystkich smile
[ 2010-06-07 00:05:31 ] Maciek: Dzięki, wzajemnie!
[ 2010-06-24 13:10:35 ] Sherrax: siema
[ 2010-06-24 13:11:06 ] Sherrax: Byl ktos na       Sonisphere Festival ?  big_smile
[ 2010-06-25 01:16:04 ] Maciek: big_smile Wiem, że to nie na miejscu pytanie, ale co mi tam: A co to jest? ;]
[ 2010-06-28 22:58:51 ] Firn: Siema ; p
[ 2010-06-28 23:27:58 ] Maciek: Cześć.
[ 2010-07-13 10:35:32 ] Lola Lola: Dzień dobry smile
[ 2010-07-14 22:51:37 ] Maciek: A dzień dobry, dzień dobry, witamy, prosimy.
[ 2010-08-19 21:18:25 ] avelina: Witam, witam:) o zdrowie nie pytam, ale...Jedzie ktoś na Coke Live Music Festival??smile
[ 2010-08-24 11:57:05 ] Lola Lola: Był ktoś na woodstocku? smile
[ 2010-08-30 21:47:46 ] Sherrax: Nie ale byłem w czoraj na Swinipasie w Kultowej w katosach
[ 2010-09-06 11:06:00 ] Maciek: I jak?
Zarejestruj się żeby pisać w shoutboxie.
reklama http://www.e-ksiazka.it.pl - amatorskie ksiazki online, opowiadania autorstwa Wieslawa Paslawskiego.Fanlista
© by Opowiadania 2006 - 2010 oparte na silniku Puklerz kontakt z adminem osób online: 7 Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO