Opowiadania odważnych dla odważnych

Czy nie lepiej byłoby, zamiast tępić zło, szerzyć dobro?
- Antoine De Saint Exupery

Autor: Dracula
Data dodania: 2008-12-10 19:46:13
Rozmiar czcionki zmniejsz zwieksz
Oceny 5 ocen: 1
Odslon: 1204
Dodatkowe: Wyślij ten adres znajomemu
Widok do druku drukarka

Instynkt, cd

OpisCiąg dalszy pierwszego rozdziału
Tresc
***

      Znów siedziała w barze. Tak, jak poprzednim razem, ze znawstwem sączyła martini i rozglądała się po towarzystwie. Znów była sama, ale nie przeszkadzało jej to. Była dziwnie pewna siebie, wiedziała, na co ma ochotę. Nie miała zamiaru pogrążać się w melancholii. Marzyła o tym, by ktoś ją zauważył, by się przysiadł i rozwiał jej nudę. Chciała zaszaleć i zdawała sobie sprawę, że może jej się to udać.
      Po kilku minutach intensywnego wpatrywania się w prawie pusty kieliszek stwierdziła, że nie jest już sama. Podniosła wzrok i zobaczyła, że przy jej stoliku siedzi mężczyzna. I to, jaki mężczyzna! Średniej długości ciemne włosy miał delikatnie zmierzwione, jakby dopiero przyszedł do baru i nie miał czasu ich ogarnąć, czarne oczy błyszczały w ten szczególny sposób, który wywoływał u niej dreszcze, a wąskie wargi rozciągnięte były w czarującym uśmiechu. Zaniemówiła z wrażenia, jakie na niej wywarł.
      Mężczyzna nie spuszczając z niej wzroku podał jej nowego drinka. Dziewczyna zastanawiała się, jakie ma zamiary. Pewnie chciał spędzić „bardzo miły wieczór”. Może nawet z nią. Nie wierzyła w zrządzenia losu, lecz postanowiła nieco zaryzykować. Odwzajemniła uśmiech. Oczy mężczyzny jeszcze bardziej rozbłysły. Podniósł się z krzesła. Teraz wyraźnie mogła zobaczyć całą jego sylwetkę – był niebotycznie wysoki, miał szerokie barki, umięśniony brzuch, wąskie biodra. Pochłaniała go wzrokiem.
      Brunet wyciągnął dłoń w geście zaproszenia. Spojrzała na niego zdziwiona, lecz magnetyzm bijący z jego sylwetki skutecznie uniemożliwił jej sprzeciw. Delikatnie, jakby bojąc się, że zniknie uchwyciła jego rękę i wstała. Otaksował ją spojrzeniem oceniając ją. Jego uśmiech jeszcze się poszerzył. Wciąż nic nie mówiąc pociągnął ją w stronę parkietu. Gdy już się na nim znaleźli przyciągnął ją do siebie tak blisko, że dotykali się ciałami. Spojrzała mu w twarz. Czarne oczy w dalszym ciągu błyszczały tym magicznym blaskiem, który tak jej się podobał. Poddała się jego urokowi. Zaczęli wirować w tańcu wzbudzając podziw wszystkich obecnych. Zanim się obejrzała, parkiet był pusty, należał tylko do nich. Ludzie patrzyli na nich z zachwytem.
      Pomyślała, że to dziwne. Odkąd przychodziła do tego miejsca, taka sytuacja nie mogła mieć miejsca. Na parkiecie bawiło się istne bydło nie mające bladego pojęcia o tańcu. Po prostu kiwali się w rytm techno. Teraz z głośników leciał walc, a ona tańczyła go w ramionach nowo poznanego mężczyzny. Wydawało jej się, że to wyłącznie jego wpływ. Ona sama nigdy przecież nie chodziła na kurs tańca, nie wiedziała nawet, jak tańczyć podstawowe kroki. Wirowała jednak w koło, wykonując najtrudniejsze figury, dawała się podnosić wywołując okrzyki zachwytu zebranych wokół parkietu ludzi. Dziwiła się temu wszystkiemu, lecz jednocześnie była szczęśliwa – w końcu znalazła się w centrum zainteresowania, była obiektem pożądania i zazdrości i była z tego dumna.
      Muzyka zmieniła się. Ze spokojnego walca przeszła w bardziej hipnotyzującą formę. Ludzie stali się jedną masą, lecz ona zdawała się tego nie zauważać, a przynajmniej nie zwracała na to uwagi. Bezgranicznie pochłonęły ją oczy i uśmiech nieznajomego, jego ruchy i to, że właściwie znajduje się w jego objęciach. Czuła, jakby się unosiła, jakby nie dotykała stopami kamiennej posadzki. To było fascynujące uczucie! Chciała, by ta chwila trwała wiecznie.
      Zapatrzyła się w twarz ciemnowłosego. Dostrzegła, że była ona idealna, symetryczna, pełna powagi, a zarazem żartu i obietnicy czegoś niezwykłego. Podobała jej się właśnie ta tajemnica, to niedopowiedzenie. W chwili nagłego przypływu uczuć przylgnęła do niego jeszcze dokładniej, o ile to było w ogóle możliwe. Mężczyzna spojrzał na nią pytająco, lecz w dalszym ciągu nie odezwał się ani słowem. A ona tak pragnęła usłyszeć jego głos, poczuć wibracje z niego płynące, zachwycić się tembrem. Nie dawał jej jednak ku temu okazji uporczywie milcząc. Jednak pragnienie, by powiedział, choć słowo rosło w niej z sekundy na sekundę.
- Kim jesteś? – Nie wytrzymała. Musiała zadać to pytanie. Przez chwilę wydawało jej się, że wszystko zepsuła, mężczyzna bowiem zatrzymał się na moment. Zrobił to jednak tylko po to, by dostosować się do nowego rytmu proponowanego przez głośniki. Już nie byli sami na parkiecie, zrobiło się tam dość tłoczno, a ludzie zachowywali się, jakby w ogóle ich nie dostrzegali – słowem, wszystko było po staremu, czar prysł. Kopciuszek powinien wracać do domu.
      Ciemnowłosy jednak obejmował ją dalej nie przerywając tańca. Co więcej – nachylił się nad nią tak, że czuła jego oddech na karku. Dreszcz przebiegł jej po plecach, było jej coraz przyjemniej, nie chciała, by kiedykolwiek przestali być tak blisko siebie.
- Nie poznajesz mnie, laleczko? – Na dźwięk tego głosu otworzyła szeroko oczy. Słuch musiał jej spłatać figla, ON nie mógł tak brzmieć! To nie może być ten idiota, którego poznała wcześniej. To po prostu niemożliwe!
      Próbowała się odsunąć, lecz jej nie pozwolił. W dalszym ciągu przyciskał jej ciało do swojego rozkoszując się ciepłem z niego bijącym. Nie zwracał uwagi na to, że ona nie ma ochoty na dalszą część spotkania. Trzymał ją w stalowych objęciach. Teraz jego siła nie wydawała się jej tak pociągająca, jak jeszcze kilka sekund wcześniej. Przerażała ją. Nie wiedziała, co może się z nią stać. Sala zaczęła wirować, coraz szybciej, coraz szybciej. Poszczególne barwy i kształty zlały się teraz w jedną, czarną przestrzeń. Jedynym dźwiękiem, jaki słyszała było przerażające wycie jakiejś kociej muzyki. Zostali tylko oni. Ona z wyrazem przerażenia na twarzy, on z diabelskim uśmiechem i demonicznym błyskiem w oczach.
      Nagle wszystko ucichło. Świat przestał wirować. Mężczyzna w dalszym ciągu stał naprzeciwko niej, nie wypuszczając jej z objęć. Klub był pusty, jej przyspieszony oddech odbijał się echem po kamiennych ścianach. Poczuła się jak w podrzędnym horrorze. Ogarnął ją strach. Sekundę później z głośników wydobył się dziwny sygnał. Brzmiał bardzo znajomo. Może nawet zbyt znajomo. Był coraz głośniejszy. Wwiercał się jej w świadomość. Nie wiedziała, co się dzieje, aż nagle...

***

- Lisa, ty śpiochu. Już południe! Wstawaj. Będę u ciebie za pół godziny, więc lepiej się pozbieraj.
      Dziewczyna otworzyła oczy, po czym natychmiast je zamknęła. Chwilę później otworzyła je ponownie i odetchnęła z ulgą. To był tylko sen...Alkoholowe, pijackie majaki. Cieszyła się tą myślą, lecz świadomość, iż musi zaraz wstać nieco jej tę radość odebrała. Podniosła się z łóżka, lecz zaraz tego pożałowała. Czuła, jakby jej mózg drastycznie się skurczył i postanowił poobijać się nieco o czaszkę. Męczyło ją niesamowite pragnienie.
      Zwlokła się z łóżka i podreptała do kuchni. Wzięła szklankę i nalała sobie nieco lodowatej wody i wypiła ją duszkiem. Od razu poczuła się lepiej. Powtórzyła tę operację kilkakrotnie, zanim stwierdziła, że lepiej nie będzie. Włączyła ekspres do kawy. Po chwili pomieszczenie wypełnił rozkoszny, stawiający na nogi zapach. Z filiżanką boskiego napoju wróciła do sypialni i doznała ciężkiego szoku. Łóżko było wygniecione w wielu miejscach, podczas gdy ona miała zwyczaj spać nieruchomo, jak kłoda. Jej szpilki stały przy szafce nocnej, zamiast w przedpokoju, a spodnie złożono w schludną kostkę i położono na rogu prześcieradła. Jej zdziwienie pogłębiło się jeszcze, gdy zobaczyła zakrwawioną chusteczkę leżącą na nocnej szafce. Doszła jednak do wniosku, że musiała być lekko pijana, gdyż ostatnią sceną, jaką pamiętała było „spotkanie” z przygłupem w barze. Definitywnie – nie powinna tyle pić.
      Pod wrażeniem tego niespodziewanego przypływu silnej woli, Lisa ogarnęła łóżko i skierowała się w stronę szafy. Ledwie powstrzymała się od krzyku, zobaczywszy swoje odbicie w lustrze. Skołtunione włosy były najmniejszym problemem. Zaszokowały ją plamy z tuszu, które mogły powstać tylko w wyniku histerycznego lub długotrwałego płaczu. Nic takiego sobie nie przypominała... Kolejny raz stwierdziła, że nie może tyle pić i udała się do łazienki.
      Ledwie zdążyła doprowadzić się do jako takiego porządku, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi, a zaraz po nim uporczywe pukanie. Przyszła Claire. Znów będzie pół godziny trajkotać o tym, jaka to ona szczęśliwa u boku swojego misiaczka i jak im się świetnie układa w sypialni. Chociaż akurat to ostatnie było dość ciekawe. Lisa uśmiechnęła się pod nosem, podeszła do drzwi i otworzyła je. Jej oczom ukazał się dość ciekawy widok. Na progu stała młoda, szczupła kobieta wciśnięta w coś, co swoim wyglądem przypominało skórę węża, lecz było w kolorze jaskraworóżowym i opinało jej ciało, niczym prezerwatywa. Przez chwilę stała oniemiała, lecz szybko się otrząsnęła i zaprosiła przyjaciółkę do środka.
      Gdy Claire wykonała kilka pierwszych kroków, jej osobliwa sukienka zaczęła dziwnie zgrzytać, lecz jej właścicielka zdawała się tego nie zauważać. Lisa uniosła jedną brew w powątpiewaniu, ale nie odważyła się skomentować ani stroju dziewczyny, ani dźwięku, jaki wydawał. Gestem zaprosiła ją do salonu, którego ciemnozielony wystrój dramatycznie kontrastował z kreacją. Usiadły na skórzanej kanapie. Różowy „wąż” skrzypnął po raz ostatni czując kontakt z pokrewną duszą.
- Jak było wczoraj, kochanie? – Głos dziewczyny brzmiał jak głos dziesięciolatki. Nie czekając na odpowiedź, Claire ciągnęła dalej. – Prawda, że niesamowita? – Wskazała na sukienkę. – Najnowsza kolekcja mojego ukochanego projektanta. Jak misiaczek ją zobaczył, zaniemówił z wrażenia.
- Z pewnością – skomentowała Lisa, lecz dziewczyna zdawała się tego nie słyszeć i ciągnęła dalej swoją dziecięcą paplaninę.
- Miałam wczoraj do ciebie dołączyć, wiesz? – Lisa popatrzyła na nią z lekkim zdziwieniem, ale nie przerywała. Wiedziała, że nie warto tego robić. – Już weszłam do klubu i miałam się do ciebie dosiąść, ale zobaczyłam, jak jakiś facet z tobą gada i... Nie chciałam wam przeszkadzać. Dobrze zrobiłam, prawda? Był u ciebie na noc? Wyglądasz na dość zmęczoną, kochanie. – Odrzuciła tlenione włosy do tyłu i spojrzała na przyjaciółkę z udawanym współczuciem. Chwilę później uśmiechnęła się do niej myśląc, że robi to w sekretny sposób, jakby znała wszystkie jej tajemnice.
      Lisa nie wiedziała, co widzi w tej dziewczynie. Była na wskroś przeciętna i dość, nudna, ale nie umiała się jej pozbyć. Od dzieciństwa, odkąd Claire pożyczyła jej swojej łopatki w piaskownicy, trzymały się razem, choć tak naprawdę miały mało wspólnego. Lisa zawsze zazdrościła blondynce powodzenia u mężczyzn, a Claire brakowało wyczucia chwili rudowłosej i umiejętności powiedzenia tego, co się myśli.
- Nie spałam z nim, jeśli o to ci chodzi. – Odpowiedziała zrezygnowana dziewczyna. – Szczerze mówiąc, średnio pamiętam, co się wczoraj działo. – Zarumieniła się.
- No to gratuluję. Zabawa musiała być niesamowita! – Ucieszyła się blondynka – Miło było, kochanie, ale muszę już lecieć.
      Lisa spojrzała na zegar stojący przy kominku. Ta dziwna wizyta trwała krócej niż pięć minut. Była zbyt zaskoczona, żeby cokolwiek powiedzieć, lecz wiedziała, że na jej jedno słowo przypadnie milion nic nieznaczących słów Claire.
- Już wychodzisz? – Spytała bez wyraźnego celu.
- Tak, przepraszam. – Szczebiotała w roztargnieniu podnosząc się z kanapy i uważając, by nie zniszczyć sukienki. – Misiaczek na mnie czeka. Pewnie chce... Z resztą, dobrze wiesz, czego on może ode mnie chcieć – mrugnęła do niej porozumiewawczo. – No to trzymaj się, maleńka. Wpadnę wieczorem.
      I już jej nie było. Jej krokom towarzyszyło zabawne skrzypienie kreacji. Zanim Lisa zdążyła cokolwiek powiedzieć, Claire już zamknęła za sobą drzwi i pozostawiła dziewczynę samą sobie. Ta przejechała palcami po ognistych włosach i wypuściła powietrze. Nie miała pojęcia, po co zjawiła się ta tleniona wężowa skóra, lecz nie świadczyło to o niczym korzystnym. Zazwyczaj po jej wizytach, miłych oczywiście, lecz nie wnoszących nic nowego, czy ciekawego do jej codziennego życia, nie chciało jej się absolutnie nic. Jakby ta kobieta wysysała z niej całą energię pozostawiając nędzne resztki zaledwie, potrzebne do przeżycia. Istny energetyczny wampir...
      Coś jej się jednak nie podobało. Poprzedni wieczór zaczął wracać do niej w urywkach i wydawało jej się, że ogląda stary, zniszczony film pełen dziur. Wróciła do salonu i wygodnie rozsiadła się na kanapie intensywnie myśląc o zeszłej nocy. Pamiętała, że siedziała sama, w nienajlepszym humorze. Przypominała sobie również mężczyznę o beznadziejnie metalicznym głosie mówiącym o jakichś banałach. Potem było coraz gorzej, dziury w pamięci były zaskakujące o tyle, że Lisa pamiętała, iż nie wypiła zbyt dużo. Zamknęła oczy, a przed oczami przemknął jej szereg poodrywanych zdjęć. Próbowała poskładać je w jedną całość, ale nie szło jej zbyt dobrze. Nie mogła sobie wszystkiego przypomnieć, lecz uczucia, jakie wtedy jej towarzyszyły, powoli zaczęły wracać, do jej świadomości. Wśród nich rozpoznała zniechęcenie, strach, oszołomienie i coś, czego nie mogła zidentyfikować. Postanowiła jednak nie przejmować się tym zbytnio. W końcu nie ona jedna i nie ostatnia przekonała się na własnej skórze, co oznacza powiedzenie o zerwanym filmie.
      Z rozmyślań kolejny raz wyrwało ją pukanie do drzwi.
- Pewnie Claire czegoś zapomniała... – Mruknęła do siebie i z ciężkim sercem podeszła do drzwi. Zajrzała przez wizjer, lecz nikogo nie zobaczyła. „Dziwne” pomyślała, lecz wrodzona ciekawość zwyciężyła. Przekręciła klamkę i pociągnęła ją do siebie. Za progiem stał niski, łysawy, starszy pan z uśmiechem od ucha do ucha i gazetą w ręku. To był dozorca, a ona już wyobrażała sobie jakieś widma. Uśmiechnęła się na jego widok.
- Dobry dzień, panno Dixon.- O ile to możliwe, na jej widok jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. Mało jest ludzi, którzy potrafią się cieszyć każdą, nawet najdrobniejszą chwilą. Dozorca do takich należał. Lisa pomyślała, że ma wielkie szczęście mogąc go znać.
- Witam, panie Dump. Nie musiał pan przynosić mi gazety, ale bardzo panu za to dziękuję.
- Zawsze panience przynoszę i to się nie zmieni. Jak się panienka czuje? – W jego oczach dostrzegła prawdziwą opiekuńczość i obawę.
- Bardzo dobrze. – Skłamała, lecz wypowiadając te słowa uśmiechnęła się do mężczyzny. – Dziękuję panu za troskę.
- Niech panienka lepiej podziękuje lepiej temu młodzieńcowi, który panienkę tu przyniósł.
- Słucham? – Lisa wpatrywała się w niego, jak zaczarowana.
- Tak, tak. Bardzo miły młody mężczyzna. Niósł panienkę po schodach na dziewiąte piętro, bo się winda zepsuła. – Staruszek był bardzo przejęty. – Dałem mu klucz od panienki mieszkania, mam nadzieję, że się na mnie panienka za to nie pogniewa.
- Ależ skąd, ależ skąd. – Dziewczyna usiłowała sobie przypomnieć cokolwiek, co mogłoby potwierdzić lub zaprzeczyć słowom staruszka. Ciągle jednak napotykała tę straszliwą, irytującą pustkę.
- To dobrze, bo nie lubię, jak panienka się gniewa na starego Dumpa. A ten młodzieniec, to się dopiero bał o panienkę. Chciał nawet tu nocować, ale powiedziałem, że wszystko jest już z panienką dobrze.
- Och, dziękuję panu, naprawdę dziękuję. – Mówiła z lekkim lękiem.
- Młody mężczyzna przyjdzie do panienki za godzinę, ma panienka czas na przygotowanie. – Mrugnął do niej porozumiewawczo i zostawił ją w stanie totalnego zdziwienia. Jaki młody mężczyzna? Jakie wnoszenie po schodach? Jakie przygotowanie? O co chodzi?
- Niech mnie ktoś przytuli... – Szepnęła do siebie skołowana.

Zobacz tez

Skomentuj prace

Dodaj komentarz
Pseudonim
Tresc
User Gość
Data 2010-09-07 15:21:13
Zapisywanie
Shoutbox
[ 2010-01-31 09:24:28 ] Maciek: Ale co?
[ 2010-01-31 12:02:59 ] KRISS221i: avatar z góry zaczełem czytać
[ 2010-01-31 12:14:42 ] Maciek: Ahaaa. Ja nie oglądałem. Jeszcze.
[ 2010-01-31 12:26:32 ] KRISS221i: i nie polecam
[ 2010-01-31 15:49:03 ] Merrik: A bł ktoś może na Parnassusie?
[ 2010-01-31 16:19:30 ] Misiael: Dziś o 23:30 chcę Was widzieć przed telewizorami - na TVP 2 będzie retransmisja najlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia.
[ 2010-02-01 21:31:31 ] Maciek: Kurczę, że też musiałem to przeczytać dopiero dzisiaj.
[ 2010-02-02 18:12:29 ] Sherrax: To była ściema w programie nigdzie nie pisało "jlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia."
[ 2010-02-04 21:07:02 ] El Daniel: Parnassus zajebisty. chyba ze ktos nie lubi odkreconych filmow w dodatku z nuta rozkminy smile
[ 2010-02-04 21:07:23 ] El Daniel: telewizja kłamie. albo program telewizji xd
[ 2010-02-17 20:26:07 ] Dracula: ha, no to semestr do przodu big_smile
[ 2010-02-25 19:22:33 ] Maciek: Ano
[ 2010-02-25 23:12:54 ] El Daniel: co tam! jp na 100%?
[ 2010-02-27 22:56:41 ] Maciek: Oooo nieeeee.
[ 2010-04-07 22:12:07 ] Maciek: Skąd to pytanie w ogóle?
[ 2010-05-24 23:09:44 ] Maciek: ...
[ 2010-06-06 13:14:14 ] babol xD: stęskniłam się za Wami big_smile tylko neta ni mam..
[ 2010-06-06 13:15:51 ] babol xD: pozdrowionka dla wszystkich smile
[ 2010-06-07 00:05:31 ] Maciek: Dzięki, wzajemnie!
[ 2010-06-24 13:10:35 ] Sherrax: siema
[ 2010-06-24 13:11:06 ] Sherrax: Byl ktos na       Sonisphere Festival ?  big_smile
[ 2010-06-25 01:16:04 ] Maciek: big_smile Wiem, że to nie na miejscu pytanie, ale co mi tam: A co to jest? ;]
[ 2010-06-28 22:58:51 ] Firn: Siema ; p
[ 2010-06-28 23:27:58 ] Maciek: Cześć.
[ 2010-07-13 10:35:32 ] Lola Lola: Dzień dobry smile
[ 2010-07-14 22:51:37 ] Maciek: A dzień dobry, dzień dobry, witamy, prosimy.
[ 2010-08-19 21:18:25 ] avelina: Witam, witam:) o zdrowie nie pytam, ale...Jedzie ktoś na Coke Live Music Festival??smile
[ 2010-08-24 11:57:05 ] Lola Lola: Był ktoś na woodstocku? smile
[ 2010-08-30 21:47:46 ] Sherrax: Nie ale byłem w czoraj na Swinipasie w Kultowej w katosach
[ 2010-09-06 11:06:00 ] Maciek: I jak?
Zarejestruj się żeby pisać w shoutboxie.
reklama Unholy Tavern BannerFanlista
© by Opowiadania 2006 - 2010 oparte na silniku Puklerz kontakt z adminem osób online: 15 Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO