Opowiadania odważnych dla odważnych

Jakie są właściwe proporcje maksymy? Minimum dźwięku przy maksimum sensu.
- Mark Twain

Autor: Dracula
Data dodania: 2009-01-11 14:45:38
Rozmiar czcionki zmniejsz zwieksz
Oceny ocen: 0
Odslon: 1095
Dodatkowe: Wyślij ten adres znajomemu
Widok do druku drukarka

Instynkt, cd.

OpisRozdział drugi.        Wen dopisuje wink
Tresc
Rozdział 2

Została sama. Kilka sekund wcześniej cicho zamknęły się drzwi. Wolałaby, żeby trzasnął – wiedziałaby wtedy, co myśli, czy jest wściekły. Marzyła o tym, by był wściekły. Wszystko byłoby lepsze, od tej piorunującej niepewności! Po co go kopała?! No, po co?! Jakby nie mogła się opanować. Choć z drugiej strony to nigdy nie było jej mocną stroną. Zawsze działała instynktownie, a ten jej cholerny instynkt wiecznie wpędzał ją w tarapaty. Jakby nie było mu dość, że nic nie pamięta z ubiegłego wieczoru. Ba! Nic nie pamięta z ubiegłej nocy!
Poczuła ogarniającą ją bezsilność. Nie miała pojęcia, co zrobić, jak się zachować i co najważniejsze, czy pójść do niego, czy go posłuchać. Wiedziała, że powinna to zrobić, w końcu jak sam to określił „wisi mu przysługę”. Teraz już nie tylko to mu wisi... Powinna mu podziękować za nocny transport, przeprosić za idiotyczne zachowanie no i jakoś zadośćuczynić poniesione szkody moralno-fizyczne. Najdziwniejsze było to, że chciała mu wszystko wynagrodzić. Nie mogła znaleźć żadnej racjonalnej przyczyny tego dziwnego pragnienia. Z jednej strony się bała, a z drugiej zżerała ją ciekawość, co się wydarzy. Po plecach przebiegł jej dreszcz identyczny jak ten, który poczuła, gdy był blisko niej.
„Więc o to chodziło! Po prostu czysty, chemiczny magnetyzm.” Przestała się dręczyć wyimaginowanymi scenariuszami wieczoru i odeszła od drzwi. Już miała siadać, gdy usłyszała dzwonek telefonu. Podniosła słuchawkę i moment później żałowała, że to zrobiła. Okazało się, że Claire faktycznie chciała wrócić do niej zaraz po swym wyjściu, lecz zobaczyła portiera i schowała się, żeby posłuchać - ale oczywiście nie chciała podsłuchiwać - co ma do powiedzenia. Lisa westchnęła. Nie przewidziała naturalnej skłonności do wścibstwa, swojej przyjaciółki. Po kilku minutach słuchania radosnej, podekscytowanej paplaniny odłożyła słuchawkę, krótkim „ok.” kwitując zapowiedź jej przyjścia.
Ledwie usiadła, rozległo się pukanie do drzwi. Tylko jedna osoba potrafiła stukać w tak zawoalowany sposób. Dziewczyna zastanawiała się przez chwilę, gdzie musiała ukryć się ta tleniona kobieta, że ani Dump, ani co gorsza ten dziwny gość z góry jej nie zauważyli.
- To będzie ciężki dzień – szepnęła do siebie otwierając przyjaciółce.
- Co ty tam mamroczesz, kobieto? – Spytała, na ponowne powitanie Claire. „Różowy wąż”, którego miała na sobie zazgrzytał znajomo i ucichł dopiero, gdy jego właścicielka spoczęła na kanapie. – Z resztą nie odpowiadaj, wyglądasz na dość wczorajszą. Nie miałaś czasu się pozbierać od mojego wyjścia? Dziewczyno! Jakiego ja widziałam faceta! Posłuchaj tylko. Wysoki, blondyn, włosy do łopatek, genialnie zbudowany... – Oczy Lisy rozszerzyły się na te rewelacje. – W życiu nie widziałam większego ciacha. Czy to on niósł cię po tych schodach, wczoraj w nocy? Ależ ty masz szczęście, rudasku, nawet sobie nie wyobrażasz, jakie.
Postanowiła nie odpowiadać. I tak nie miało to sensu. Jak przez mgłę docierały do niej dalsze słowa przyjaciółki mówiące o tym, co zasłyszała od Dumpa. Lisa postanowiła ją ignorować. Nie chciała się bardziej denerwować dzisiejszego dnia, a było pewne, że gdyby wdała się w dyskurs z Claire, tak by się to skończyło.
- Słuchaj – zaczęła niepewnie, nie wiedząc, jak to dobrze rozegrać. – Musisz stąd iść. Za chwilę mam randkę z... – Nie dane było jej dokończyć. Oczy jej rozmówczyni rozbłysły z ciekawości.
- Z tym ciachem? Kiedy zdążyłaś go poderwać? Był u ciebie? Spał z tobą? Rozmawialiście?
Przed kilka sekund Lisa rozważała kolejność pytań, które zadała jej przyjaciółka. Nagle wydały się jej one niesamowicie zabawne i z trudem powstrzymywała się od śmiechu. W jej głowie wyraźnie ukształtowała się groteskowa, czysto hipotetyczna sytuacja z poprzedniej nocy, którą pewnie Claire obrała za najbardziej prawdopodobny przebieg wydarzeń. Otóż owy przystojny blondyn niesie ją, nieprzytomną - choć podobno nie pijaną - po schodach, kładzie ją na łóżku, rozbiera, być może spędzają ze sobą kilka upojnych chwil, których ona nie pamięta, bo przecież była nieprzytomna, a następnie jej wybawca wychodzi z mieszkania tylko po to, by kilka godzin później znów się pojawić na progu jej drzwi, z tym podniecająco-bezczelnym uśmiechem na twarzy. Osobliwy komizm ten sytuacji tak uderzył Lisę, że nie mogła się już powstrzymywać i roześmiała się nieco nerwowo powodując u Claire ten wyjątkowo głupi wyraz twarzy, jaki ma się, gdy coś nas zaskoczy.
- No i z czego się śmiejesz, panno Dixon?! Nie chcesz powiedzieć przyjaciółce tego, co sama dobrze wiesz, że chciałabyś jej powiedzieć? Nie poznaję cię Liso, autentycznie cię nie poznaję. – Była nieco wzburzona, a w tonie jej głosu wyczuwalna była mentorska nuta, która nadawała całej wypowiedzi charakteru odwrotnego, niż by się można było spodziewać. Lisa jednak użyła całej siły woli, by mniej więcej odzyskać równowagę i opanować się.
- Nie znam go. – Zaczęła się tłumaczyć. – Dlatego idę się z nim spotkać, żeby go poznać. Obiecuję, że wszystko ci opowiem, jak tylko się spotkamy. – Wiedziała, że był to idealny chwyt, by pozbyć się wyjątkowo natrętnego gościa. Perspektywa obgadania przystojniaka od nasady jasnych włosów, do nosków skórzanych butów była zbyt kusząca, by Claire mogła ją odrzucić. Za bardzo kochała wszelkie plotki, by pozbawić się tak obiecującej rozrywki.
- W takim razie, już się wynoszę, kochanie – zaszczebiotała słodko. – Nie chciałabym ci przeszkodzić w przygotowaniach. Zrób na nim wrażenie, bo jestem pewna, że w łóżku będzie cudowny!
- Właśnie tego doświadczenia, to akurat chciałabym uniknąć – szepnęła rudowłosa, lecz wyczulone na wszelkie szepty ucho blondynki wychwyciło to zdanie, niestety bez odpowiedniego zrozumienia.
- No chyba żartujesz?! Nie chcesz się z nim przespać? – Głos Claire wyrażał najgłębsze zdumienie. Po chwili intensywnego zdumienia uśmiechnęła się w ten dziwny, pseudo-sekretny sposób. – Ach! Już rozumiem! Nie na pierwszej randce, bo straci zainteresowanie! Ależ ty jesteś przebiegła, jak prawdziwa modliszka.
      Lisa spojrzała na nią z powątpiewaniem. Nie wierzyła własnym uszom, że ktoś w ogóle może być aż tak pusty i zadufany w sobie. Doszła jednak do wniosku, że przynajmniej zawsze może ją zapytać o sprawy związane z powszechnie przyjętymi konwenansami – w tym Claire była prawdziwym ekspertem. Dziewczyna postanowiła jednak nie komentować wypowiedzi przyjaciółki i postarała się odwzajemnić ten jej „sekretny uśmiech” wywołując na jej twarzy prawdziwą, radosną euforię.
- Jesteś mistrzynią strategii, kochana! Ubierz tylko coś, co go rozpali, co sprawi, że będzie cię pożądał. A potem zniknij, zostawiając go z niczym. Właściwie to nie z niczym, bo z olbrzymią erekcją, ale poza tym... Sama z resztą wiesz – puściła do niej oczko. – Co ja ci będę tłumaczyć. Dodam tylko, że właśnie w ten sposób poznałam mojego misiaczka. Do tej pory jest mną zainteresowany. Ostatnio nawet powiedział, że dostanę drugą złotą kartę, gdyby jedna mi nie wystarczyła. To prawdziwy dowód miłości, prawda?
- Z pewnością – lakonicznie stwierdziła Lisa. Claire jednak nie wyczuła ironii i ciągnęła swój wykład dalej.
- Jeśli zakręcisz tego blondasa tak, że będzie jadł ci z ręki, będziesz nawet w lepszej sytuacji ode mnie, bo cóż tu dużo mówić... Wiesz, jak wygląda mój misiaczek, prawda? A ten twój sąsiad to wcielenie seksu. Będziesz z nim szczęśliwa, mówię ci.
- Claire, to przecież tylko jedna randka! Nie chcę mieć z nim później nic wspólnego! Jeśli będziesz chciała, możesz się później sama z nim umówić!
      Oczy blondynki rozszerzyły się jeszcze bardziej. Nie mogła uwierzyć, że jej przyjaciółka odrzuca tak cudownie przystojną okazję daną jej od samego losu... Gdyby ona miała, choć część jej szczęścia, byłaby w tej chwili w mieszkaniu tego mężczyzny i powiększała swoje szanse na cudowne życie. A ta tutaj idiotka, mówi, że chce się z nim spotkać tylko raz... Chyba nigdy jej nie zrozumie, choć tak bardzo ją kocha. W głębi serca postanowiła skorzystać z rady udzielonej jej przez Lisę i kiedyś umówić się z tym ziszczeniem kobiecych marzeń. Tymczasem musiała dać dziewczynie czas na przygotowanie się do spotkania z tym Adonisem.
      Wstała, a „różowy wąż” zaskrzypiał złowieszczo. Obdarzyła rudowłosą spojrzeniem pod tytułem „jesteś koncertową frajerką, jeśli nie chcesz złapać szczęścia, które masz pod nosem” i skierowała się w stronę wyjścia.
- Odezwij się jutro, o ile będziesz w stanie w ogóle wstać – rzuciła na odchodne.
      Wąż zaskrzypiał ostatni raz i drzwi się zamknęły. Lisa została sama. Była wdzięczna przyjaciółce, że w końcu ją zostawiła i choć wiedziała, że nie jest to do końca miłe podejście, nie przejmowała się tym zbytnio. Miała zbyt dużo różnych strategii do przemyślenia, zbyt wiele pomysłów kłębiło się w jej głowie. Nie wiedziała, jak ma się zachować wieczorem, nie wiedziała, co ją czeka. Jednego tylko była pewna, zostanie poniżona tak bardzo, jak tylko uda się to zrobić temu mężczyźnie. Jej pierwszą przegraną będzie chwila, w której zapuka do jego drzwi i zda się na jego łaskę.
      Przez godzinę biła się z własnymi myślami. Ostatecznie doszła do wniosku, że sama jest sobie winna i powinna wypić piwo, które sobie naważyła. Trzeba płacić za błędy. Z drugiej strony jednak, czego on może od niej wymagać. Pewnie chce tylko, żeby go przeprosiła, bo czegóż innego może chcieć? Nie ma prawa chcieć niczego więcej. Pocieszała się tą myślą i poczuła ulgę.
Nawet nie zauważyła, kiedy zasnęła.

***

Otworzyła oczy. Kwadrans do dwudziestej pierwszej. Zamknęła powieki i otworzyła jeszcze raz. Nie wierzyła, że przespała całe popołudnie i znaczną część wieczoru. Powoli wstała i odruchowo podeszła do telefonu naciskając guzik, by odsłuchać ewentualne wiadomości. Była tylko jedna – od Claire. Podekscytowanym głosem mówiła, by Lisa jednak zmieniła zdanie odnośnie tej randki i potraktowała ją poważnie.
Rudowłosa szybko otrząsnęła się z resztek snu i pobiegła do łazienki. Nie poszła do niego! Co on sobie może pomyśleć? Że stchórzyła? Że go unika, że się boi? Szybko przemyła twarz i postanowiła, ze zrobi delikatny makijaż i do niego pójdzie. Była przerażona.
Doprowadziła się do porządku i popędziła do sypialni. Stanęła przed szafą i próbowała wybrać odpowiedni strój na to spotkanie. Wiedząc, że nie ma zbyt dużo czasu, wybrała dodającą jej pewności siebie czerwoną, koronkową bieliznę, prostą, czarną sukienkę na ramiączkach oraz pasujące do niej, szpilki na dość sporym obcasie. Podeszła do lustra i krytycznie spojrzała na drobną dziewczynę, którą tam zobaczyła. Burza rudych włosów sprawiała, że nie potrzebuje żadnej biżuterii. Przez głowę przemknęło jej, że wygląda ładnie, może zbyt ładnie, jak na taką okazję. Nie chciała, by blondyn coś sobie o niej pomyślał.
Nagle uświadomiła sobie, że nie ma pojęcia, gdzie on mieszka. Wiedziała tylko, że gdzieś na górze, co dawało jej do wyboru sześć mieszkań. Nie miała ochoty na pukanie od drzwi, do drzwi, zwłaszcza, ze nie znała połowy mieszkających tu ludzi. Stwierdziła, że zadzwoni do portiera. Miała lekkie wyrzuty sumienia, bo staruszek prawdopodobnie już spał, ale nie miała wyboru. Wykręciła numer. Sekundy wydawały się jej wiecznością. Było już grubo po dwudziestej pierwszej. Wiedziała, że jest spóźniona, że nawet nie powinna już tam iść, ale honor i poczucie obowiązku nie dawały jej spokoju. Dump zaspanym głosem udzielił jej wszystkich potrzebnych informacji, łącznie z tą, że winda w dalszym ciągu jest zepsuta. Lisa przeprosiła go za tak późny telefon, odłożyła słuchawkę i wybiegła na klatkę schodową ostatkiem racjonalnego myślenia pamiętając, by zamknąć za sobą drzwi.
Po chwili stanęła przed drzwiami mężczyzny. Poprawiła włosy, wygładziła sukienkę i drżącą ręką cicho zapukała. Odpowiedziała jej cisza. Zastukała raz jeszcze. Już się ucieszyła, że jej gehenna gdzieś poszła i miała odwróciła się na pięcie, chcąc jak najszybciej opuścić to piętro, gdy usłyszała cichy szczęk zamka. Drzwi otworzyły się, a to, co za nimi ujrzała przyprawiło ją o szybsze bicie serca i lekki zawrót głowy.
Na progu stał właściciel mieszkania ubrany jedynie w czarne, skórzane spodnie. Jego blady, nagi tors pokryty był maleńkimi kropelkami wody, a włosy swobodnie spływały wzdłuż szyi delikatnie klejąc się do ciała. Musiał brać prysznic. Pierwszym skojarzeniem, jakie jej się nasunęła była sentencja Claire, że ten facet wygląda, jak wcielenie seksu. Przez głowę przeleciała jej myśl, że nie miał prawa usłyszeć pukania do drzwi będąc w łazience. Odpędziła od siebie wizję tego przystojnego blondyna pod prysznicem i wydusiła z siebie ciche „Jestem”. Mężczyzna uśmiechnął się w ten kpiący sposób, który tak na nią działał. Jej spojrzenie utknęło gdzieś na poziomie umięśnionego brzucha.
- Byłem przekonany, że honor nie pozwoli ci nie przyjść. – Barwa tego głosu była niesamowita. Lisa rozkoszowała się tym brzmieniem. – Nie sądziłem jednak, że postanowisz przyjść prawie w nocy wystrojona, jakbyś szła na jakieś przyjęcie.
      Poczuła, że jest jej gorąco pod spojrzeniem, jakim ją obdarzył. Blondyn otaksował ją całą, jakby chciał zbadać każdy, najdrobniejszy detal jej stroju. Oblała się rumieńcem, co niestety nie uszło jego uwadze. Wręcz przeciwnie – w jego oczach pojawiła się złośliwość. Gestem ręki zaprosił ją do środka i uważnie obserwował, jak wchodzi do ciemnego pomieszczenia.
      Dziewczyna rozejrzała się po wnętrzu. Czuła się, jak w jaskini lwa. Wyjątkowo przystojnego, co prawda, lecz w dalszym ciągu lwa - niebezpiecznego kota o nieprzeniknionej naturze. Pokój, do którego bezpośrednio prowadziła wąska sień pogrążony był w półmroku. Zdążyła zauważyć, że mieszkanie ma prawdopodobnie podobny rozkład do tego, w którym ona mieszka, lecz wyraźnie było widać, że blondyn usunął kilka ścian. Widocznie lubił przestrzeń. W oczy wyraźnie rzucało się ogromne łóżko z czarną pościelą otoczone kolumienkami, na których zawieszony był czarny baldachim. Na szafkach ustawionych pod ścianami paliło się kilka świec. Musiała przyznać, ze zrobiło na niej wrażenie. Drzwi do łazienki były otwarte, a wydobywający się z niej zapach korzennych perfum był obezwładniający. Lisa traciła panowanie nad sobą, a o pewności siebie i planie jak najszybszego przeproszenia mężczyzny mogła zapomnieć. Miała tylko nadzieję, że on tego nie zauważy.      
      Odwróciła się w jego stronę i z konsternacją stwierdziła, że w dalszym ciągu ją obserwuje. Poczuła się bardzo niepewnie, bo choć w pokoju panował przyjemny półmrok, jego oczy zdawały się świecić hipnotyzującym blaskiem. Jej wyobraźnie zaczęła płatać jej figle.
      Podszedł do niej, lecz tym razem nie cofała się. Była przecież na jego terenie, a poza tym przyszła go przeprosić, więc musiała być miła. Zatrzymał się dosłownie kilkanaście centymetrów przed nią.
- Jesteś mi coś winna – zaczął leniwie cedząc słowa. – Masz jakiś ciekawy pomysł na wynagrodzenie mi poniesionego wysiłku, o bólu nie wspominając?
- Szczerze mówiąc – głos jej drżał, lecz starała się nie zwracać na to uwagi. – Szczerze mówiąc, ja chciałam tylko...
- Denerwujesz się czymś? – Spytał, idealnie imitując troskę. – Mówisz, jak przedszkolak przed występem dla rodziców.
- Nie denerwuję się – postarała się, by tym razem zabrzmiało to przekonująco. Dalszą część zdania przerwała jej kropla wody, która wolno spłynęła z jego szyi. Lisa wpatrywała się w nią, jak urzeczona. Szybko się otrząsnęła widząc kpiący uśmiech blondyna. – Chciałam cię przeprosić za moje idiotyczne zachowanie dzisiaj i podziękować za wczoraj.
      Przez chwilę myślała, że jej się udało, ponieważ oczy mężczyzny zmieniły wyraz na lekko zdziwiony. Uczucie triumfu trwało jednak tylko moment.
- To wszystko? – Spytał z niedowierzaniem. Ton tego pytanie zbił ją z tropu. Brzmiało jak groźba.
- Tylko tyle byłam ci winna.
- No to jesteś w błędzie. Wisisz mi przysługę, a tak się składa, że wiem, czego mi potrzeba. – Na jego twarzy pojawił się uśmiech, którego znaczenia wolała się nie domyślać. – Niosłem cię po schodach uważając, byś nie spadła ani o nic się nie uderzyła. To nie było łatwe zadanie, biorąc pod uwagę fakt, że byłaś dość nieświadoma swoich ruchów. – Przerwał na chwilę, a napięcie między nimi sięgnęło zenitu. – W podzięce za ratunek kopnęłaś mnie tak, gdzie mężczyznę boli najbardziej nie myśląc o konsekwencjach swojego zadania. – Po tych słowach poczuła się głupio, lecz on ciągnął dalej. – W ramach rekompensaty miałaś odwiedzić mnie wieczorem. Myśląc, że nie przyjdziesz skorzystałem z okazji i chciałem wziąć prysznic, spod którego mnie wyciągnęłaś pukając tak, żebym przypadkiem nie usłyszał. – Chciała się wytłumaczyć, ze to wcale nie tak, ale położył jej palec na ustach sugerując milczenie. – W związku z tym wszystkim, mam dwa pomysły na to, jak możesz mi wynagrodzić moje starania o twoje bezpieczeństwo. Wybieraj – umyjesz mi plecy lub zrobisz porządny masaż. Nago. A gdybyś zrobiła jedno i drugie moja satysfakcja osiągnęłaby pełnię.
      Dziewczyna oniemiała. Nie wierzyła własnym uszom. Oba zadania wydały się jej... przesycone perwersją. W tym wniosku utwierdzał ją też wiele mówiący uśmiech mężczyzny. Była jednak dziwnie pewna, że nie grozi jej żadne niebezpieczeństwo. Wiedziała, że nie może się wycofać, w końcu sama przyszła do tego mieszkania. Zaczęła rozważać, które zadanie jest bezpieczniejsze. Wchodząc z nim do łazienki musiałaby się rozebrać, a bielizna, którą miała ma sobie do najskromniejszych nie należała. Miała jej dodać pewności siebie, a postawiła ją w okropnej sytuacji. Chociażby z tego powodu nie mogła umyć mu tych przeklętych pleców. Z drugiej strony wizja siebie nagiej na jego łóżku, rozgrzewającej mu twarde mięśnie wydała się jej jeszcze bardziej niepokojąca. Utknęła pomiędzy młotem, a kowadłem. Ponaglające spojrzenie mężczyzny nie pomagało jej podjąć w miarę sensownej decyzji.
- Plecy – jęknęła.
- Słucham? – Mimo, że doskonale wiedział, co powiedziała chciał, by jej upokorzenie było pełne.
- Umyję ci plecy – powiedziała głośno, wyzywająco patrząc mu w oczy.
- Doskonale. Zapraszam do łazienki.

Zobacz tez

Skomentuj prace

Dodaj komentarz
Pseudonim
Tresc
User Gość
Data 2010-09-07 15:17:23
Zapisywanie
Shoutbox
[ 2010-01-31 09:24:28 ] Maciek: Ale co?
[ 2010-01-31 12:02:59 ] KRISS221i: avatar z góry zaczełem czytać
[ 2010-01-31 12:14:42 ] Maciek: Ahaaa. Ja nie oglądałem. Jeszcze.
[ 2010-01-31 12:26:32 ] KRISS221i: i nie polecam
[ 2010-01-31 15:49:03 ] Merrik: A bł ktoś może na Parnassusie?
[ 2010-01-31 16:19:30 ] Misiael: Dziś o 23:30 chcę Was widzieć przed telewizorami - na TVP 2 będzie retransmisja najlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia.
[ 2010-02-01 21:31:31 ] Maciek: Kurczę, że też musiałem to przeczytać dopiero dzisiaj.
[ 2010-02-02 18:12:29 ] Sherrax: To była ściema w programie nigdzie nie pisało "jlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia."
[ 2010-02-04 21:07:02 ] El Daniel: Parnassus zajebisty. chyba ze ktos nie lubi odkreconych filmow w dodatku z nuta rozkminy smile
[ 2010-02-04 21:07:23 ] El Daniel: telewizja kłamie. albo program telewizji xd
[ 2010-02-17 20:26:07 ] Dracula: ha, no to semestr do przodu big_smile
[ 2010-02-25 19:22:33 ] Maciek: Ano
[ 2010-02-25 23:12:54 ] El Daniel: co tam! jp na 100%?
[ 2010-02-27 22:56:41 ] Maciek: Oooo nieeeee.
[ 2010-04-07 22:12:07 ] Maciek: Skąd to pytanie w ogóle?
[ 2010-05-24 23:09:44 ] Maciek: ...
[ 2010-06-06 13:14:14 ] babol xD: stęskniłam się za Wami big_smile tylko neta ni mam..
[ 2010-06-06 13:15:51 ] babol xD: pozdrowionka dla wszystkich smile
[ 2010-06-07 00:05:31 ] Maciek: Dzięki, wzajemnie!
[ 2010-06-24 13:10:35 ] Sherrax: siema
[ 2010-06-24 13:11:06 ] Sherrax: Byl ktos na       Sonisphere Festival ?  big_smile
[ 2010-06-25 01:16:04 ] Maciek: big_smile Wiem, że to nie na miejscu pytanie, ale co mi tam: A co to jest? ;]
[ 2010-06-28 22:58:51 ] Firn: Siema ; p
[ 2010-06-28 23:27:58 ] Maciek: Cześć.
[ 2010-07-13 10:35:32 ] Lola Lola: Dzień dobry smile
[ 2010-07-14 22:51:37 ] Maciek: A dzień dobry, dzień dobry, witamy, prosimy.
[ 2010-08-19 21:18:25 ] avelina: Witam, witam:) o zdrowie nie pytam, ale...Jedzie ktoś na Coke Live Music Festival??smile
[ 2010-08-24 11:57:05 ] Lola Lola: Był ktoś na woodstocku? smile
[ 2010-08-30 21:47:46 ] Sherrax: Nie ale byłem w czoraj na Swinipasie w Kultowej w katosach
[ 2010-09-06 11:06:00 ] Maciek: I jak?
Zarejestruj się żeby pisać w shoutboxie.
reklama kurs-manga.pl - Dowiedz się jak rysować mangę krok po kroku.Fanlista
© by Opowiadania 2006 - 2010 oparte na silniku Puklerz kontakt z adminem osób online: 9 Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO