Opowiadania odważnych dla odważnych

Człowiek szuka miłości, bo w głębi serca wie, że tylko miłość może uczynić go szczęśliwym.
- Karol Wojtyła

Autor: elle20
Data dodania: 2008-03-04 12:36:18
Rozmiar czcionki zmniejsz zwieksz
Oceny ocen: 0
Odslon: 1306
Dodatkowe: Wyślij ten adres znajomemu
Widok do druku drukarka

"Zacząć od nowa" cz2

Opiscd
Tresc
Zaczęły się zajęcia z dziennikarstwa. Marien była redaktorem naczelnym gazetki szkolnej. Była najlepsza w pisaniu i dlatego została wybrana przez nauczycieli na przedstawiciela. Gazetka szkoły w Philtown wygrywała wszystkie konkursy między szkolne. Nikt tego nie kwestionował, czasem tylko dyrektor miał jakieś „ale” co do artykułów, oprócz tego było ok. To właśnie w redakcji i podczas pisania czuła się najlepiej. Mogła na chwile chociaż zapomnieć o tym co ją dręczyło. Była wtedy we własnym świecie. Kiedy weszła do siedziby redakcji, jej oczom rzucił się nowy skład. Oprócz starej ekipy zaufanych ludzi, stał tam Logan i szczerzył do niej zęby.
- Co ty tu robisz? – zapytała podchodząc do niego – Pomyliłeś sale. Klub dla idiotów jest w klasie obok.
- Jesteś bardzo zabawna – Logan uśmiechnął się ironicznie – Jestem od dzisiaj jednym z reporterów naszej kochanej gazetki szkolnej. Z tego co wiem to dołączyć chce jeszcze Jack. Ale dzisiaj nie mógł przyjść.
- Mamy już komplet – starała się go zignorować i jak najszybciej spławić, ale jakoś ten kleszcz nie miał zamiaru się odczepić.
- Czyżby? Z tego co wiem to dwie osoby zrezygnowały.
- Ale i tak nie jesteś tu potrzebny. Chyba, że masz zamiar założyć kącik błazna – Logan miał najwidoczniej dzisiaj ochotę popsuć jej dzień, skoro się nie zniechęcał.
  - Ktoś musi pilnować co tam wypisujesz. Nie chce, żeby znowu był jakiś przypał jak pół roku temu – złośliwiej już tego nie umiał powiedzieć. Spojrzał na nią z góry. Mógł to zrobić, bo był wyższy od niej o głowę. Miał duże, figlarne oczy w kolorze brązowym i krótkie, blond włosy ścięte na jeża. Na szyi nosił zawsze korale, które dostał od Ann. Wywyższał się, bo jego ojciec był wielkim przedsiębiorcą, a macocha znaną aktorką. Miał mnóstwo szmalu. Pewnie przyjęli go do gazetki, bo tatuś dużo zapłacił. Dbał o synka jak mógł.
- Nikt mnie nie musi kontrolować – położyła papiery i laptopa na ławce, a następnie usiadła na krześle - Sama pisze to co uważam za słuszne i nikt nie będzie mi dyktował co mam pisać. Tym bardziej ty, a teraz już mnie zostaw. Jestem zajęta – powiedziała i zaczęła pisać w komputerze.
- A potem nienawidzi ciebie pół szkoły. Nie wiem jak Ann mogła się z tobą przyjaźnić?
- Wiesz Logan, nie dziwie się jej, że ciebie zdradzała. Ja bym nie wytrzymała z takim cynicznym palantem jak ty – ups. Wymknęło jej się. Obiecała sobie, że nigdy tego przy nim nie powie. On wiedział, ale nikt mu tego jeszcze nie potwierdził. No i klapa. Mogła się ugryźć w język.
      Logan nagle umilkł. Uśmiech zszedł mu z twarzy. Trafiła w czuły punkt. Ann zdradzała go od chwili, kiedy widziała jak całował się z Jessicą. Jej dawna kumpelka stała się od tamtej pory wrogiem. I chociaż Ann nie zostawiła Logana, to uważała, że nie zasługuje na nią i znalazła sobie pocieszyciela. Nie mówiła o tym chłopakowi, bo twierdziła, że kiedy dowie się z innego źródła będzie bardziej cierpiał. Chciała mu pokazać jak to jest, gdy ktoś bliski nagle wyskakuje sobie w bok. Po pewnym czasie jednak się jakoś dowiedział. To było krótko przed śmiercią Ann. Teraz natomiast odszedł obrażony i trzasnął drzwiami.
     
***************************

      Co za dupek? Jak śmie kwestionować moją przyjaźń z Ann? Wiem, że ją kochał, ale to nie znaczy, ze będzie o niej teraz wspominał i gadał co mu tylko przyjdzie do głowy. Rozumiem, że jest wściekły, bo ona go zdradzała, ale ona nie żyje. O zmarłych nie mówi się złych rzeczy ani nie dręczy się ich przyjaciół.
      Miał racje z tym przypałem. Nie pamiętam co mnie wtedy podkusiło do napisania tego artykułu. Może złość na Jacka, śmierć Ann, samotność. W tym artykule obnażyłam zupełnie zachowanie wszystkich snobów ze szkoły. Skrytykowałam ich całkowicie, pod każdym względem: ubioru, zachowania, imprez, upijania się, palenia, mani seksu. Byłam wściekła. Od tamtej pory stałam się wyrzutkiem i popychałem. Ale za to zyskałam dużo w oczach osób biedniejszych i tych co także byli poniewierani przez klasę rządzącą. Zostałam sama na własne życzenie, ale teraz wiem jaka byłam ślepa przebywając w ich towarzystwie. I wiem, że oni tylko przyjmują do swojego grona te osoby, które są bogate i nie umieją wypowiedzieć się odważnie na ich temat. Liczy się tylko kasa i pozycja rodziców w mieście. To straszne jak ludzie traktują innych tylko dlatego, że są od nich inni. A przecież każdy z nas powinien być indywidualny, jedyny i niepowtarzalny. Czyż nie dlatego Bóg stworzył kod genetyczny?

***************************

      W czasie lanchu zauważyła chłopaka siedzącego niedaleko. Spoglądał na nią co jakiś czas udając, że czyta jakąś książkę. Marien stwierdziła, że nawet jej się on podoba. Miał  brązowe włosy i jasne spojrzenie. Ubierał się w bluzy w kolorach dosyć wesołych i w jensy. Chodził z nią na kilka lekcji. Zawsze był małomówny i zajęty czytaniem. Z tego co wiedziała miał na imię Peter i był świetnym informatykiem. Komputery nie miał przed nim tajemnic. Słyszała, że włamał się kiedyś do komputera rządowego i za to miał karę. Nie wiedziała jeszcze jaką, ale przecież ona wszystkiego jest się w stanie dowiedzieć. W każdym razie mógł jej się przydać. Ale musiała go poznać, tylko jak? W zeszłym roku już go zauważyła, ale poprzedni rok był zupełnie inny. Chciała by tyle zmienić. Naprawić. Myślała o tym co jej powiedział dzisiaj Logan. Nie miał prawa wtrącać się do jej życia i do tego co robi. Sama sobie zrobiła krzywdę, przez ten artykuł. Ale no cóż, przynajmniej wyraziła swoje zdanie i się tego nie wstydziła. Z resztą i tak już była sama.
      A ten sen? Co o nim miała myśleć? Może rzeczywiście powinna zająć się sprawą śmierci Ann? Tylko nie wiedziała od czego ma zacząć. Nagle przyszło jej coś do głowy. Tylko zastanawiała się jak ma to zrobić i kiedy będzie najlepiej. Ale może się udać. W końcu ktoś musiał się dowiedzieć prawdy. A ona jako przyjaciółka zmarłej miała do tego zupełne prawo.

***************************

- Marien Austin, proszona do sekretariatu – nagle usłyszałam swoje nazwisko przez radiowęzeł szkolny, aż podskoczyłam. Straszą ludzi. Ale i dobrze. Przynajmniej mogę wyjść z lekcji chemii, która właśnie trwała od dziesięciu minut, a ja nerwowo zerkałam na zegarek czekając, aż skończy się ta straszna męka. Kto w ogóle wymyślił ten przedmiot? To był chyba jakiś żart. Ja wiem, że wszystko z chemią jest związane: życie, natura, zjawiska, ale czy ja, wytrawna humanistka, muszę się tego wszystkiego uczyć? Na szczęście tylko do końca semestru, a potem luz i sajonara.
      Ale po co jestem potrzebna dyrektorowi? Co znowu chce na mnie zwalić? O, a do tego z wizytą przyszedł nasz miejscowy funkcjonariusz policji, Mark razem z psem Maxem, który wywąchuje narkotyki. Przepraszam, o co tu chodzi?
- Marien, czy możesz nam pokazać swoja torbę oraz szafkę? – odezwał się dyrektor
- Ależ oczywiście – uśmiechnęłam się – Taka szkoda, że wszystkie prochy spłukałam na przerwie w kiblu, prawie mnie pan złapał. Niewiarygodne jakiego ma pan nosa - spojrzeli na mnie dziwnie wyciągając wszystko z mojej kochanej torby – Przecież wiem, ze Max służy do wykrywania narkotyków – pogłaskałam po głowie owczarka niemieckiego – Jak tak można męczyć biedne zwierzaki? Dajecie mi najpierw stosy prochów, aż się uzależni a potem go gnębicie. Muszę napisać o tym artykuł, tak nie można postępować z biednymi zwierzaczkami. Zdychają po kilku miesiącach ciężkiego życia – kontynuowałam temat. Dobrze jest mieć przyszłego ojczyma w policji, Michaela. On akurat jest szeryfem, ale widziałam wiele razy gdzie co chowa i jak wygląda jego praca. Lubię go nawet. Nie jest taki zły jak nieraz pokazują na filmach. Ojczymów, którzy dręczą swoich podopiecznych. Mama jest przynajmniej szczęśliwa. Za miesiąc mają się pobrać, a mnie zostawią na dwa tygodnie z babcią Rose. Fajnie. Będę mieć wolną rękę, bo babcia mnie rozpieszcza. Jestem w końcu jej jedyną wnuczką. Mam więc jak największe prawo do tego by być rozpieszczaną.
      Po przeszukaniu mojej torby, w której oczywiście nic nie znaleziono, poszliśmy obejrzeć moją szafkę. Szybko ją otworzyłam, bo szyfr miałam wciąż ten sam już trzeci rok. Większość osób wybiera numery, które mają dla nich jakieś znaczenie, ale ja wole przypadkowe, znalezione na bilecie lub np. strona z książki. Ku mojemu zaskoczeniu szafka była zupełnie pusta. Nie było żadnego śladu po tym, że leżały tam jeszcze na przerwie książki. No przepraszam, była jedna rzecz. Na drzwiczkach od wewnątrz było przyklejone zdjęcie dyrektora i obrysowane czerwonym flamastrem tworząc serduszko.
- No cóż – powiedziałam z lekkim uśmiechem, ledwo się powstrzymywałam, by nie wybuchnąć śmiechem. Z resztą nie tylko ja. Mark także miał dziwny wyraz twarzy. Ciekawe kto wpadł na taki genialny pomysł? – Wydało się. Tak, jestem pana fanką. Nie umiem żyć bez pana. Czuje się teraz lekko zakłopotana, bo nie sądziłam, że będę musiała kiedyś pokazać panu moją szafkę od wewnątrz. Teraz już pan zna moją tajemnicę. To dlatego robię różne numery. Robię je tylko po to, by móc pana odwiedzić w gabinecie.
- Marien, idź na lekcje – odparł poważnie dyrektor. Czy on się nigdy nie uśmiecha? Uczęszczam do tej szkoły już trzeci rok, ale jeszcze nie wiedziałam, by się uśmiechnął. Nigdy.
- Tak, oczywiście – kiedy odszedł spojrzałam na zegarek. Idealny czas. Zostało pięć minut do dzwonka. Ile to się trzeba nagadać, by tylko nie wrócić do klasy i nie zostać zbombardowana kpiącymi spojrzeniami reszty uczniów oraz tymi wszystkimi zadaniami z chemii.
      Co by tu jeszcze porobić przez te pięć minut? Właśnie. Ciekawe gdzie się podziały moje książki? I kto mi wykręcił ten kawał? O jasny gwint. Zostawiłam w szafce moją kochaną książkę o ojca. „Sen nocy letniej”. Jeśli jej nie znajdę to się chyba powieszę. Muszę ją odzyskać. Kto mi zwinął wszystkie rzeczy z szafki?  Niech ja go tylko dostanę. Będzie miał mały problem, bo jeśli coś się stało mojej książce, to będzie miał ze mną do czynienia. No i pora zmienić szyfr. Już ktoś go zna. Dawniej tylko Ann znała numery, ale ona raczej nie wydała mojego szyfru jakiemuś żartownisiowi. Oderwałam to straszne zdjęcie, nie chce by mnie straszyło za każdym razem kiedy otworzę szafkę. Z tyłu foty widniał napis : ”Z najlepszymi życzeniami Logan”. No tak. A któż by inny. Pewnie wyciągnął od Ann mój numer. Będę musiała z nim pogadać. A dzwonek akurat zadzwonił. 
     
***************************

      Po jakiś pięciu minutach wyczekiwany obiekt pojawił się na horyzoncie razem ze swoimi kumplami. Zostawił ich, a sam udał się do ubikacji. Marien ruszyła za nim. Wparowała do pomieszczenia, gdzie król chodzi piechotą, co wzbudziło ogólny bunt obecnych tam osobników płci męskiej.
- Tej, ty se jaja robisz? – zwrócił jej uwagę jakiś koleś z jej rocznika, ale ona go ominęła i udała się w kierunku osobnika, który ją najbardziej interesował. Miała zamiar zajść go od tyłu.
- Cześć Logan – rzekła zalotnie dotykając jego pleców dłońmi.
- Nie teraz, jestem zajęty – po chwili ocknął się o co chodzi i szybko zapiął rozporek – Marien, co ty tu robisz? – odwrócił się do niej z lekka zmieszany.
- Przyszłam jak prosiłeś – odparła patrząc mu prosto w oczy – Chłopcy, możecie nas zostawić – zwróciła się do kilku osobników, którzy się jej uważnie przyglądali. Same tumany. No może jeden ujdzie w tłoku, ale tak to dziękuje.
- Paniusiu, to jest męski kibel – stawiał się jakiś łysy, jeden z kolegów Martina. Marien podeszła do niego.
- Proszę, wiesz jak to jest – przygryzła wargi i spojrzała na niego błagająco.
- No dobra – o dziwo wszyscy wyszli, a ona zamknęła za nimi drzwi na klucz. Potem znowu ruszyła do Logana. Był lekko zakłopotany, ale bawiła go cała ta sytuacja. Domyślał się, że nie bez powodu Marien się tak zachowuje.
- O co chodzi? – odezwał się po chwili – Nie zajmuje się zdesperowanymi wariatkami. Mam o wiele lepsze propozycje. Wierz mi.
- Dzięki za zdjęcie dyrektora. Oprawie sobie w ramkę. Zawsze o nim marzyłam – Marien była zła i dało się słyszeć to w jej głosie. Podobały jej się jego oczy. Były takie pełne życia, żywe i cudownie brązowe. Ludzie! O czym ona myślała? Przecież to był Logan. Największy idiota w szkole, a do tego chłopak jej przyjaciółki. Co prawda, ona już nie żyła, ale nadal czuła się jej przyjaciółką. Jak chodziła do podstawówki to on nawet jej się podobał, ale jednak Jack dał górę. Od tamtej pory wiele się zmieniło. Nie ma co wspominać. Byli jeszcze wtedy smarkaci.
- Nie ma za co. Tylko o to chodzi? – nagle spoważniał.
- Nie. Nie wiesz gdzie mogą być moje książki? – zapytała
- Nie. Szafka była już pusta. Zresztą i tak ich w sumie nie używasz.
- Chodzi mi o „Sen nocy letniej”.
- Dobra sztuka. Chyba najlepsza w wykonaniu Szekspira. Czytałem pięć razy.
- Ty czytasz Szekspira? Wątpię. Gdzie moja książka?
- Nie wiem.
- Jesteś pewny? – przycisnęła go do ściany.
- U, nie wiedziałem, że tak na mnie lecisz? A tak apropo twojej książki, czy to nie ona? – wskazał palcem na kabinę. Rzeczywiście spod ścianek wystawały pożółkłe kartki papieru. Pismo i format ulubionej lektury Marien rozpozna wszędzie. Otworzyła drzwi i ujrzała książkę całą zniszczoną. Kartki leżały osobno, a część była w sedesie, zupełnie przemoczona.
- No i masz swoja książkę – Logan stanął za jej plecami – A tak bardzo się o nią martwiłaś?
- Ty prosisz się o wojnę? – przecedziła przez zęby. Miała w oczach łzy. Ta książka miała dla niej wartość uczuciową. To była najważniejsza rzecz w jej życiu od śmierci ojca. Jej tata był reżyserem teatralnym. Kochał Szekspira i najchętniej tylko by jego sztuki reżyserował. To po nim Marien odziedziczyła to zamiłowanie do angielskiego dramatu. Jak była mała, to wspólnie czytali. Najczęściej właśnie ten dramat.
- Nie, Marien. To ty zaczęłaś i to już dawno. Ja tylko nie chce pozostać ci dłużny – uśmiechnął się i wyszedł. Ukucnęła na podłodze i pozbierała resztki ukochanej książki. W drzwiach mijała kilku kolegów. Jakie było ich zdziwienie kiedy wychodziła z męskiej toalety szkolnej. Potem pomaszerowała do szafki. Zastanawiała się jak by tutaj mu się odwdzięczyć. Co by zrobić? Może tak mu odciąć przyrodzenie, nie był by taki przemądrzały. Albo zniszczyć mu rzecz, która kocha. To by było trudne. No bo przecież on kocha samego siebie. To samolub i egoista. Na niczym mu nie zależy. Dba wyłącznie o swój tyłek. Musiała obmyślić doskonały plan zemsty. Miała na to teraz cały weekend.

Zobacz tez

Skomentuj prace

Dodaj komentarz
Pseudonim
Tresc
User Gość
Data 2010-09-07 15:36:14
Zapisywanie
Shoutbox
[ 2010-01-31 09:24:28 ] Maciek: Ale co?
[ 2010-01-31 12:02:59 ] KRISS221i: avatar z góry zaczełem czytać
[ 2010-01-31 12:14:42 ] Maciek: Ahaaa. Ja nie oglądałem. Jeszcze.
[ 2010-01-31 12:26:32 ] KRISS221i: i nie polecam
[ 2010-01-31 15:49:03 ] Merrik: A bł ktoś może na Parnassusie?
[ 2010-01-31 16:19:30 ] Misiael: Dziś o 23:30 chcę Was widzieć przed telewizorami - na TVP 2 będzie retransmisja najlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia.
[ 2010-02-01 21:31:31 ] Maciek: Kurczę, że też musiałem to przeczytać dopiero dzisiaj.
[ 2010-02-02 18:12:29 ] Sherrax: To była ściema w programie nigdzie nie pisało "jlepszego koncertu ostatenigo dziesięciolecia."
[ 2010-02-04 21:07:02 ] El Daniel: Parnassus zajebisty. chyba ze ktos nie lubi odkreconych filmow w dodatku z nuta rozkminy smile
[ 2010-02-04 21:07:23 ] El Daniel: telewizja kłamie. albo program telewizji xd
[ 2010-02-17 20:26:07 ] Dracula: ha, no to semestr do przodu big_smile
[ 2010-02-25 19:22:33 ] Maciek: Ano
[ 2010-02-25 23:12:54 ] El Daniel: co tam! jp na 100%?
[ 2010-02-27 22:56:41 ] Maciek: Oooo nieeeee.
[ 2010-04-07 22:12:07 ] Maciek: Skąd to pytanie w ogóle?
[ 2010-05-24 23:09:44 ] Maciek: ...
[ 2010-06-06 13:14:14 ] babol xD: stęskniłam się za Wami big_smile tylko neta ni mam..
[ 2010-06-06 13:15:51 ] babol xD: pozdrowionka dla wszystkich smile
[ 2010-06-07 00:05:31 ] Maciek: Dzięki, wzajemnie!
[ 2010-06-24 13:10:35 ] Sherrax: siema
[ 2010-06-24 13:11:06 ] Sherrax: Byl ktos na       Sonisphere Festival ?  big_smile
[ 2010-06-25 01:16:04 ] Maciek: big_smile Wiem, że to nie na miejscu pytanie, ale co mi tam: A co to jest? ;]
[ 2010-06-28 22:58:51 ] Firn: Siema ; p
[ 2010-06-28 23:27:58 ] Maciek: Cześć.
[ 2010-07-13 10:35:32 ] Lola Lola: Dzień dobry smile
[ 2010-07-14 22:51:37 ] Maciek: A dzień dobry, dzień dobry, witamy, prosimy.
[ 2010-08-19 21:18:25 ] avelina: Witam, witam:) o zdrowie nie pytam, ale...Jedzie ktoś na Coke Live Music Festival??smile
[ 2010-08-24 11:57:05 ] Lola Lola: Był ktoś na woodstocku? smile
[ 2010-08-30 21:47:46 ] Sherrax: Nie ale byłem w czoraj na Swinipasie w Kultowej w katosach
[ 2010-09-06 11:06:00 ] Maciek: I jak?
Zarejestruj się żeby pisać w shoutboxie.
reklama [AD]Fanlista
© by Opowiadania 2006 - 2010 oparte na silniku Puklerz kontakt z adminem osób online: 7 Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO