Tresc Obudziłam się pięć minut temu i właśnie zastanawiam się gdzie jestem. Już chyba wiem. Jestem w jednym z pokoi hotelowych, gdzie moja mama miała wczoraj wesele i ślub. To bardzo ładny pokój. Jest w nim duże łóżko przykryte granatową pościelą. Znajduje się tutaj barek z alkoholem i duży telewizor. Duże okna z długimi do ziemi zasłonami, pełno sztucznych kwiatów. Podoba mi się to miejsce. Dokładnie tak wyobrażałam sobie pokój na niezwykłą noc z jakimś chłopakiem. Może i nawet z Peterem.
Jak by tak się obejrzeć dookoła mnie, to spędziłam tu noc nie z jednym, ale z czterema niezwykłymi chłopakami. Jack śpi obok mnie, a Logan z drugiej strony lekko pochrapuje. Trochę wczoraj wypiliśmy. Już jak wyciągaliśmy Logana do tego pokoju i na pizze był lekko wstawiony dzięki ponczu, którego wypił kilka pełnych szklanek.
- Idziemy do hotelu – podeszliśmy do niego z Jackiem. Siedział znowu sam i pił. Miał rozwiązaną muchę i zdjętą marynarkę, która wisiała na oparciu krzesła stojącego obok niego. Spojrzał na nas dziwnie – Idziesz z nami?
- Co wy chcecie trójkącik? – zapytał ironicznie. No tak. Ten to tylko o jednym. Jack popatrzył na niego znacząco – Przepraszam. Nie możecie, bo jesteście rodzeństwem. Zapomniałem o tym – westchnęłam lekko. On mnie czasem załamuje. Najgorsza jest ta jego ironia w głosie. Nie dziwie się, że dziewczyny ciągle z nim zrywają. Słyszałam, że zarywał do jakiejś pierwszoklasistki. Za młode się bierze, bo jeszcze widocznie go nie znają. Kiedy był z Ann był zupełnie inny. A teraz ciągle robi jakieś numery. Nie raz siedział po lekcjach, bo np. biegał na golasa po szkole. Nie wiem co on przez to wszystko chce osiągnąć? Demonstruje swój bunt, ale przeciwko czemu, nie mam pojęcia.
- Będziemy oglądać film i zamówimy pizze – powiedział Jack. Ja stałam obok. Zastanawiałam się jak długo Logan miał zamiar się z nami przekomarzać.
- Jakoś nie chce mi się stąd ruszać – odparł. No tak. Musiałam coś wymyślić, bo do dzisiaj byśmy stamtąd nie wyszli.
- Logan – odezwałam się, a on znowu na mnie popatrzył tymi oczami. Przenikały mnie, a potem poczułam na całym ciele dreszcze. Czemu tak się dzieje? Przecież to ten sam chłopak co mi zawsze dokucza, ale jakoś inaczej na niego reaguje – Z tego co wiem, to Juliet ma zamiar zaraz jechać do domu. Jak chcesz z nią jechać, to proszę bardzo. Nie zatrzymujemy ciebie. Chodź Jack – chwaliłam go za rękę i poszliśmy. Po chwili usłyszałam jak również Logan człapie się za nami.
- Jak ty to zrobiłaś? – zapytał mnie Jack kiedy w końcu doszliśmy do tego pokoju. Hotel dał nam go do dyspozycji na nocleg po weselu, więc mogliśmy w nim przebywać za dramo i robić co tylko chcieliśmy do woli.
- Logan zrobi wszystko by dokuczyć Juliet – Jack uśmiechnął się do mnie. Potem dobrze nam się gadało. Dawno tego nie robiliśmy. Jedynej osoby, której mi brakowało, to Ann. Zawsze było tak wesoło nam razem. Każdą możliwą chwilę spędzaliśmy wspólnie. Przyzwyczaiłam się do tego, a potem straciłam te chwile. Co moment patrzyłam na drzwi, bo miałam wrażenie, że ona zaraz wejdzie i rozpromieni jeszcze bardziej całe towarzystwo.
Na fotelu śpi Dick. Nie był on zaproszony na wesele mojej mamy, ale kiedy już siedziałam w tym pokoju z chłopakami zadzwonił do mnie i zapytał się czy mi się nie nudzi. Powiedziałam mu, żeby przyjechał do nas jeśli ma ochotę. Chłopcy wypożyczyli „Szybkich i wściekłych”. Lubię ten film, chociaż widziałam go wiele razy jakoś jeszcze nigdy mi się nie znudził. Oni też już go widzieli, ale stwierdzili, że jest bardzo fajny. Dick przyjechał po pewnym czasie i załapał się na resztkę pizzy z pieczarkami, pepperoni i serem mozarella.
Na podłodze natomiast leży poobijany Martin. Akurat jak zaczęliśmy się świetnie bawić w naszym towarzystwie, zadzwonił do mnie na komórkę. (Dicka jeszcze nie było) Po paru minutach wszyscy zeszliśmy na dół, przed wejście do hotelu. Martin siedział na ławce.
- Martin, co ci się stało? – podeszłam do niego. Miał twarz we krwi. Ledwo się trzymał na nogach. Nie było też śladu po jego Harleyu.
- Zostałem pobity – powiedział powoli.
- Pomóżcie mi – zaczęłam go podnosić, a chłopcy stali i tylko patrzyli – Co jest?
- Ja mu nie pomogę – odezwał się Logan – Już nie pamiętasz jak mnie stłukł przez ciebie? Poza tym jeszcze Ann.
- Odłóż dumę na bok – syknęłam. Myśli tylko o sobie. Przypomina mi jak to on został pobity i jaki to on jest poszkodowany – Trzeba mu pomóc. Nie możemy go tak zostawić. Przestań myśleć o sobie – po tych słowach Jack podszedł do mnie mi pomógł podtrzymać Martina.
- Dalej, chyba nie pozwolisz jej dźwigać – odezwał się mój „brat”. Ale Logan nie drgnął – Zrób to dla Ann – spojrzeliśmy na siebie wszyscy. Logan miał łzy w oczach. Patrzył na mnie. Tak na mnie. Mi też chciało się płakać. Wiedziałam, jak bardzo przeżył jej śmierć i fakt, że go zdradzała. On był jej wierny przez cały czas, no nie licząc tego jednego pocałunku z Jessicą. Nie mógł uwierzyć w to, że Ann go oszukała. Wiem, że był gotów zrobić dla niej wszystko co tylko mógł. Po tych słowach podszedł do mnie i wziął Martina za ramię. Poszliśmy do pokoju. Ja stałam na czatach, czy nikt nas nie widzi, jak wleczemy zmaltretowanego, potencjalnego przestępcę do eleganckiego wnętrza hotelu. Pomogłam mu zdezynfekować rany i potem było już wszystko dobrze.
Dick jaką miał minę, kiedy zobaczył mnie w takim doborowym towarzystwie.
- Co oni tu robią? – zapytał się mnie kiedy poszliśmy do barku po napoje.
- Tak się złożyło, że Logan i Jack były zaproszeni na wesele, a Martin miał kłopoty, więc do mnie zadzwonił po pomoc – odpowiedziałam
- Nie dziwi cię dlaczego akurat do ciebie zadzwonił o pomoc.
- Trochę, ale potem okazało się, że to jego kumple go pobili. Niestety nie wiem dlaczego. Pewnie się o coś pokłócili. – powiedziałam i poszliśmy do reszty.
Bawiłam się świetnie, chociaż trochę dziwnie się czuje w ich towarzystwie. Dawno nie miałam okazji do takich ciekawych sytuacji. Brakuje mi tylko Ann, no i mojego chłopaka, Petera. Zabawnie musi to wyglądać, kiedy pokój dwu osobowy, a właściwie apartament małżeński, jest zajmowany przez pięć osób, w tym jedną dziewczynę i czterech chłopaków. Poza tym po pokoju porozrzucane są kartony po pizzy i butelki nie tylko po napojach bezalkoholowych. Jak dobra zabawa potrafi zbliżyć do siebie wrogów. Mam nadzieję, że jakoś wszystko się zmieni. Już się tak powoli dzieje, ale nie wiadomo jak dalej to wszystko się potoczy.
Mam zamiar w tym tygodniu podjąć dalsze kroki odnośnie sprawy zabójstwa Ann. Będę musiała poprosić o pomoc Petera, Natalie i Dicka. Nie chce nic na razie mówić Loganowi, Martinowi i Jackowi. Po co mają się denerwować.