Tresc Alex ostrożnie zrobił krok do przodu. Jego stopa, zamknięta w ciężkim kombinezonie, zapadła się delikatnie w piaskowe podłoże. Chodzenie w ten sposób odbywało się bardzo powoli i było dość nieprzyjemne – przynajmniej na początku, zanim człowiek się nie przyzwyczaił. Woda krępowała ruchy, i tak już ograniczone ciężarem niewygodnego skafandra. Na szczęście przez szybę hełmu można było chociaż wyraźnie rozejrzeć się po otoczeniu. To utrzymane było w ciemnozielonej, burej kolorystyce. Wysoko, w oddali dało się jeszcze dostrzec światło słoneczne, które z trudnością docierało tutaj, na dno.
Alex spędził całe życie w takim krajobrazie, więc nie robił on już na nim wrażenia. Znudziło go też obserwowanie ryb i innych morskich istot, z którymi od lat dzielił tę przestrzeń. Po prostu szedł przed siebie, tak daleko, jak tylko pozwalał mu na to kabel z tlenem, wychodzący z jego łodzi.
Wyciągnął przed siebie rękę i sprawdził na zamontowanym na nadgarstku urządzeniu, czy idzie w dobrym kierunku. Czerwona kropka, do której się zbliżał, idąc na wschód, utwierdziła go w przekonaniu, że tak. Kontynuował więc swoją powolną wędrówkę, zatapiając stopy w piasku. Krok za krokiem.
Po kilku minutach dostrzegł kępę wodorostów. Skonsultował swoje podejrzenia z urządzeniem nawigacyjnym: wszystko wskazywało na to, że to, czego szukał, znajduje się właśnie tu.
Gdy stanął w końcu przed nimi, zaczął rozgarniać je na boki tak energicznie, jak tylko pozwalał mu na to kombinezon. Pod kilkoma warstwami zielska wyraźnie było coś ukryte. Jeszcze kilka machnięć rękoma.. Okazało się, że tajemnicą wodorostów była stara, drewniana skrzynia, zamknięta na zardzewiałą kłódkę. Alex z drobnymi problemami wyciągnął ją spośród podwodnych roślin, po czym wrócił z nią na pokład swojego okrętu, idąc jeszcze wolniejszym krokiem, niż poprzednio.
Już wewnątrz swej łodzi podwodnej, położył skrzynię na podłodze i szybko rozebrał się z kombinezonu. W międzyczasie nie omieszkał odetchnąć wreszcie świeżym powietrzem oraz nacieszyć się nieskrępowaniem ruchów. Wszystko to jednak robił w ogromnym pośpiechu. Już nie mógł się doczekać, gdy zajrzy do skrzyni.
Zatachał drewniane pudło do swojego gabinetu i postawił na biurku. Ujął w dłoń zeżartą przez korozję kłódkę. Miał wrażenie, że jeśli ścisnąłby ją mocniej, rozpadłaby się w drobny mak. Tak się jednak nie stało. Wrócił więc do głównego pomieszczenia swojej łodzi i zaczął grzebać w stosach najrozmaitszych przedmiotów, zagracających cały pokój. Były tam sterty starych gazet, ubrań, sprzęty do nurkowania i łowienia, masa żelastwa o niezidentyfikowanym zastosowaniu oraz inne przedmioty, nakazujące od razu zadać sobie pytanie „po cholerę ktoś to trzyma na łodzi podwodnej?!”. Alex był jednak doskonale rozeznany w całym tym bałaganie i już po kilku chwilach odnalazł to, czego szukał: łom.
Wrócił z wygiętym prętem do skrzyni i podważył kłódkę. Ustąpiła bez większego oporu. Alex westchnął mocno nad drewnianym pudłem, po czym jednym ruchem ręki odchylił na drugą stronę jego kopułę. Oczy zabłyszczały mu z zachwytu, gdy dostrzegł zawartość skrzyni. W jej małej, ciemnej powierzchni leżała na czerwonej poduszce gumowa elipsa o nieregularnym kształcie. W kilku miejscach ze starej, brązowej gumy wystawały srebrne i błyszczące rurki, gdzie indziej gumę wzmacniały krzemowe płytki. Całość do złudzenia przypominała ludzkie serce.
Alex wyciągnął gumowy organ i przez chwilę mu się przyglądał w ciemnym świetle swojego gabinetu. Wymacał metalowe rurki, przejechał też palcem po krzemowych wzmocnieniach. Pokręcił głową z zachwytu nad swoim znaleziskiem i poszedł z nim do innego pokoju łodzi.
Zaraz po przekroczeniu jego progu, pociągnął w dół małą dźwignię przy drzwiach. Coś zatrzeszczało, coś zaiskrzyło i w jednej chwili pomieszczenie rozświetliło światło trzech lamp na suficie. Cały pokój wypełniony był elektroniczną aparaturą. Wzdłuż ścian stały całe rzędy metalowych pudeł, z których straszyły dziesiątki wskaźników, pokręteł, guzików i niedużych wyświetlaczy. Jedynie ściana naprzeciwko drzwi była od nich wolna: znajdowało się na niej coś na kształt metalowej rzeźby, przedstawiającej przepiękną kobietę. Kobieta wyłaniała się bezpośrednio ze ściany. Miała metalicznie gładką, błyszczącą cerę. Zamiast długich włosów, z tyłu jej głowy wychodziły całe pęki czarnych kabli. Miała zamknięte oczy i lekko rozchylone usta. Kształt jej piersi przyprawiłby o kompleksy niejedną żywą przedstawicielkę jej płci, a przed bezwstydnie świecącymi jaśniejszym od reszty metalem sutkami klęknąłby każdy mężczyzna. Poniżej linii pępka lśniące, sztuczne ciało kobiety zawijało się i znikało w ścianie.
Alex podszedł do metalowej kobiety i przez chwilę pogładził zimną powierzchnię jej lewej piersi. Ta po chwili odsłoniła niewielką skrytkę, wypełnioną kolejnymi kablami i rurkami. Alex włożył do skrytki gumowe serce i przymocował je do metalowych rurek. Do krzemowych płytek przyspawał wystające z piersi kobiety kable. Po całej operacji zamknął skrytkę.
Następną rzeczą, jaką uczynił, było wciśnięcie dużego, zielonego guzika nieopodal największego monitora na jednej ze ścian, wypełnionych aparaturą. Monitor zabłysnął zieloną poświatą, wskaźniki obok niego zaczęły skakać, w niektórych metalowych skrzynkach rozległ się cichy szum. Alex zalogował się do systemu, korzystając z jednej z klawiatur. Nadał sobie uprawnienia administracyjne, wpisując komendę „sudo su”, a potem potwierdzając ją sobie tylko znanym hasłem. Jeszcze raz przejrzał wszystkie ustawienia i skrypty. Upewnił się, że system zna jego dane osobowe, datę urodzenia, zainteresowania i historię całego życia. Wszystko wydawało się być w porządku.
Wtedy wpisał do konsoli polecenie „Allegra”. Zawahał się przez chwilę przed jego potwierdzeniem. Spojrzał jeszcze raz na monitor, wyświetlający koślawe, zielone litery. Przyjrzał się metalowej kobiecie, wychodzącej ze ściany. Enter.
Przez chwilę wydawało się, że nic się nie stało. Aparatura działała dokładnie tak, jak przed chwilą. Monitor dalej mrugał zielonymi literami. Kobieta cały czas wydawała się martwą rzeźbą. Oczy Alexa w dalszym ciągu błyszczały zapałem i ciekawością. To właśnie w nie spojrzała metalowa kobieta, zaraz po otwarciu własnych.
Jej rozszerzone, metalowe źrenice wpatrywały się przez kilkanaście sekund tępo w Alexa. Dopiero potem kobieta mrugnęła. Jej dolna warga opadła, odsłaniając metalowe zęby. Kobieta poruszyła nerwowo głową na boki. Po chwili uspokoiła się. Jej wzrok nabrał ludzkiego opanowania. Usta z powrotem zamknęły się. Spojrzała niemal życzliwie na Alexa i zupełnie ludzkim, pięknie kobiecym głosem powiedziała w jego stronę:
- Wszystkiego najlepszego, Alexie.
Twarz Alexa rozjaśnił szeroki uśmiech.
Wreszcie ktoś pamiętał o jego urodzinach i szczerze życzył mu wszystkiego najlepszego.